Śmierć

Antonin Sertillanges OP Przez śmierć rodzina zmienia się, ale się nie kończy, jej część wnika w niewidzialne.
Śmierć – sądzimy – nieobecność, a przecież poczyna subtelną obecność. Śmierć – sądzimy – nieskończona odległość, a przecież znosi wszelki dystans, duchowi zwracając swobodę ograniczoną ciałem. Śmierć – ileż więzi odnawia, ileż pokonuje granic, ileż kruszy murów, ileż mgieł rozwiewa.
Jeśli zechcemy.
Żyć, to często być w rozłące, umrzeć, to połączyć się na nowo. Nie ma tu paradoksu.
Śmierć uświęca, a nie karze tych, którzy poznali głębię miłości.
W gruncie rzeczy, nikt nie umiera, ponieważ nikt nie zdoła opuścić Boga. Pisarz życia nie przerwał raptownie swego dzieła, jedynie przewrócił kartkę.
Im liczniejsi opuścili już dom, tym więcej niebiańskich więzi mają opuszczeni. Mieszkańcami nieba nie są wyłącznie aniołowie, znani i nieznani święci oraz tajemniczy Bóg. Niebo staje się swojskie niczym dom rodzinny. Można by rzec: górne piętro tegoż domu. Z góry na dół spływają wspomnienia, ratunek, wysłuchanie próśb.
Niech się tak stanie!