<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
  <channel>
    <title>Syczek</title>
    <link>https://blog.syczek.online/</link>
    <description>W nocy nie krzyczy. Raczej… syczy.</description>
    <pubDate>Tue, 03 Nov 2026 19:23:26 +0000</pubDate>
    <item>
      <title>Notatka</title>
      <link>https://blog.syczek.online/notatka</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Wisława Szymborska/em&#xA;Życie — jedyny sposób,&#xA;żeby obrastać liśćmi,&#xA;łapać oddech na piasku,&#xA;wzlatywać na skrzydłach;!--more--&#xA;być psem,&#xA;albo pogłaskać go po ciepłej sierści;     &#xA;odróżniać ból&#xA;od wszystkiego, co nim nie jest;   &#xA;mieścić się w wydarzeniach,&#xA;podziewać w widokach,&#xA;poszukiwać najmniejszej między omyłkami.   &#xA;Wyjątkowa okazja,&#xA;żeby przez chwilę pamiętać,&#xA;o czym się rozmawiało&#xA;przy zgaszonej lampie;   &#xA;i żeby raz przynajmniej&#xA;potknąć się o kamień,&#xA;zmoknąć na którymś deszczu,&#xA;zgubić klucze w trawie;&#xA;i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;   &#xA;i bez ustanku czegoś ważnego&#xA;nie wiedzieć. ]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Wisława Szymborska</em>
Życie — jedyny sposób,
żeby obrastać liśćmi,
łapać oddech na piasku,
wzlatywać na skrzydłach;
być psem,
albo pogłaskać go po ciepłej sierści;<br>
odróżniać ból
od wszystkiego, co nim nie jest;<br>
mieścić się w wydarzeniach,
podziewać w widokach,
poszukiwać najmniejszej między omyłkami.<br>
Wyjątkowa okazja,
żeby przez chwilę pamiętać,
o czym się rozmawiało
przy zgaszonej lampie;<br>
i żeby raz przynajmniej
potknąć się o kamień,
zmoknąć na którymś deszczu,
zgubić klucze w trawie;
i wodzić wzrokiem za iskrą na wietrze;<br>
i bez ustanku czegoś ważnego
nie wiedzieć.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/notatka</guid>
      <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 19:45:25 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Et ego Te absolvo</title>
      <link>https://blog.syczek.online/et-ego-te-absolvo</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Ecclesia Catholica Romana/em&#xA;Deus, Pater misericordiarum, &#xA;qui per mortem et resurrectionem Filii sui &#xA;mundum sibi reconciliavit &#xA;et Spiritum Sanctum effudit in remissionem peccatorum, !--more--&#xA;per ministerium Ecclesiae indulgentiam tibi tribuat et pacem.&#xA;span class=&#34;sc&#34;et ego te absolvo a peccatis tuis &#xA;in nomine Patris et Filii, † et Spiritus Sancti/span .&#xA;brhrbr&#xA;img src=&#34;/local/images/pojednanie-rycina-final.jpg&#34; alt=&#34;rycina&#34; style=&#34;width: 60%&#34;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Ecclesia Catholica Romana</em>
Deus, Pater misericordiarum,
qui per mortem et resurrectionem Filii sui
mundum sibi reconciliavit
et Spiritum Sanctum effudit in remissionem peccatorum, 
per ministerium Ecclesiae indulgentiam tibi tribuat et pacem.
<span class="sc">et ego te absolvo a peccatis tuis
in nomine Patris et Filii, † et Spiritus Sancti</span>.
<br><hr><br>
<img src="/local/images/pojednanie-rycina-final.jpg" alt="rycina" style="width: 60%"></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/et-ego-te-absolvo</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 17:50:22 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Poezja Biblii</title>
      <link>https://blog.syczek.online/poezja-biblii</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Zygmunt Kubiak/em&#xA;Piękność Biblii jest tą jej cechą, która najbardziej rzuca się w oczy niemal każdemu czytelnikowi. Piękność przedziwna, nieporównana. Ona to między innymi sprawia, że ciągle na nowo wraca się do Księgi. O tej piękności właśnie, o poetyckiej sile Biblii, chciałbym napisać parę uwag.!--more-- Wybieram więc temat, który nie dotyczy najważniejszych problemów Księgi. Wiem, że o tych problemach nie można rozprawiać, jeśli się ma w ręku tylko pióro literata. Do Księgi, którą zgłębiały wieki i która jest najgłębszą podstawą naszego życia (choćbyśmy sobie tego nie uświadamiali), tylko zupełny głupiec może zbliżać się bez nieśmiałości, tak samo jak — według powiedzenia pewnego angielskiego generała — tylko głupiec odważa się wjechać na koniu do Jerozolimy. Będę więc poruszał się wśród opłotków świętego Miasta, będę krążył u podnóża Góry Syjońskiej.&#xA;  &#xA;Nie znaczy to jednak, że w moich uwagach ograniczę się do spraw wyłącznie literackich. Prawdę mówiąc — czysto literackich czy estetycznych rozważań będzie tu właściwie bardzo niewiele. Łatwo jest bowiem spostrzec — jeśli się czyta Księgę choć trochę uważnie — że jej wartości poetyckich nie sposób analizować tak, jak się analizuje piękność innych książek: Eneidy Wergilego czy wierszy Pawła Valéry. Rozpoczynamy wtedy zazwyczaj od analizy stylu. Le style c&#39;est l&#39;homme. Poprzez ocenę „środków poetyckich” zawartych w stylu docieramy do głębszych warstw dzieła. Taka jest zasada. Ale co mi ona pomoże wobec Księgi? Zapewne wszyscy zgodzą się na ogólne twierdzenie, że jej styl — niemal we wszystkich jej partiach — jest niezmiernie piękny; w naszym odczuciu wiąże się on z atmosferą całej Biblii, z tą szczególną atmosferą, za którą zaczyna się tęsknić, gdy choćby przez krótki czas nie czyta się Księgi. Ale co można więcej o nim powiedzieć oprócz tego, że działa na nas tak silnie?&#xA;&#xA;Czasem myślę, że styl Biblii nie ma żadnego określonego charakteru. Często się go wcale nie zauważa przy czytaniu, chociaż bywa bardzo niezwykły. Nigdzie — nawet w Pieśni nad Pieśniami — nie mogę przyłapać autorów biblijnych na literackim łowieniu słów i metafor. Ich normalny sposób mówienia jest sprawozdawczy, dosłowny. Podają fakty. Starają się tylko o dokładny, jak najdokładniejszy opis rzeczy. Jeśli zaś używają niezwykłych wyrażeń i metafor (a czynią to często), czujemy, że powoduje nimi to samo pragnienie dokładności, ścisłości opisu: używają ich, bo muszą, bo takie właśnie metafory narzucone są im przez ich niezwykłe doświadczenia. Kiedy czytam w Apokalipsie, w opisie końca świata, że gwiazdy spadły z nieba na ziemię, jak gdy drzewo figowe wstrząśnięte wiatrem wielkim zrzuca niedojrzałe owoce swoje — nie myślę: „jaki wspaniały obraz poetycki!” Myślę tylko o tym, że spadają gwiazdy. I wiem, że tego rozchwiania się przestrzeni kosmicznych nie można było w żaden inny sposób opisać. Nic nie działa na naszą wyobraźnię tak silnie jak metafora bardzo niezwykła, a tak dokładnie przylegająca do opisywanego zjawiska, tak zupełnie pozbawiona chwiejnej dowolności, tak daleka od wszelkiej intencji ozdobnictwa, że od razu przyjmujemy ją jako konieczną, niczym innym niezastąpioną, nienaruszalną, i czujemy wyraźnie, że to nie styl jest niecodzienny, lecz niecodzienne było widzenie, które trzeba było opisać. Tak samo, kiedy w księdze Eklezjastyk jest powiedziane, że mądrość nakarmi nas chlebem żywota i zrozumienia, od razu wiemy, o co chodzi, od razu wiemy, jakie ma być to „zrozumienie”: zrozumienie rzeczy tak prawdziwych i potrzebnych jak chleb. Czy można było wyrazić tę myśl jeszcze prościej, niż to uczynił autor Eklezjastyka? Czy w ogóle można ją było wyrazić w jakikolwiek inny sposób?&#xA;&#xA;Taki właśnie styl staje się w pewnym sensie niedostrzegalny i nie poddaje się analizie. Podobnie jest u największych pisarzy (pozabiblijnych) na szczycie ich sztuki. Podczas gdy w młodzieńczych dramatach Szekspira zauważamy styl i cieszymy się jego urokiem, to przy lekturze późnych tragedii, zwłaszcza Króla Lira, myślimy już tylko o burzy i nieszczęściu, o starym królu błąkającym się przez wrzosowisko. Autor Lira już nie jest literatem, szukającym artystycznych efektów; to co pisze, można nazwać nad-literaturą. Tak samo w świecie antycznym: podczas gdy Eneida jest genialnym dziełem literackim, Homer jest nad-literaturą (elementy czysto literackie, skonwencjonalizowane w formie „epickich ozdobników”, odgrywają w Iliadzie i Odysei rolę tylko uboczną). Nie czytałem ani jednej dobrej analizy stylu Homera, takiej analizy, która by chwyciła to, co jest naprawdę istotne. Wszelkie analizy są bezsilne wobec stylu, w którym metafory nie są artystycznymi ozdobami, ale tylko najzwięźlejszym i najdokładniejszym ze wszystkich możliwych sposobów wyrażenia tego, co trzeba było wyrazić. Taki jest też styl aforyzmów Heraklita (w przeciwieństwie do stylu Platona, który — jak mocno podejrzewam — nieraz nawet metafizykę poświęca dla literackiego efektu): „Łukiem napiętym jest życie, a celem jego strzały — śmierć”. Taki jest styl tekstów Lao-Tse; i styl wersetów Koranu: „Któż cię pouczy, czym będzie Dzień Sądu? Ów dzień, gdy ludzie rozproszą się jak motyle, a góry będą się miotać jako strzępy wełny&amp;hellip;”. Czy zaopatrywanie tych straszliwych zdań (z Heraklita i z Koranu) w jakieś glossy estetyczne czy krytyczno-literackie nie miałoby w sobie pewnego posmaku śmieszności? Teksty tego rodzaju są ponad literaturą.&#xA;&#xA;em class=&#34;align-center&#34;**/em&#xA;&#xA;W Biblii jednak to piętno „nad-literackości”, suwerenności wobec normalnych kryteriów estetycznych, jest silniejsze niż w jakichkolwiek innych tekstach. Silniejsza jest bowiem przede wszystkim jej piękność. Obiektywnym sprawdzianem tej siły może być oddziaływanie Księgi na literaturę i sztukę ludzkości, wpływ tak głęboki i rozległy, że nie można dla niego znaleźć żadnej analogii w dziejach ludzkiej kultury. Gdyby nie Biblia, nie byłoby katedr gotyckich, nie byłoby największych dzieł literackich średniowiecznej i nowożytnej Europy, nie byłoby Szekspira. Nie tylko Szekspira. Nie byłoby również Koranu, którego atmosfera — a nie tylko tezy doktrynalne — w dużej mierze wywodzi się z atmosfery Biblii, z klimatu poezji biblijnej. Księga więc niesie w sobie poezję o sile nieporównywalnej z niczym; wiemy zresztą o tym dobrze. Ale ta poezja, zawarta w tekstach autorów biblijnych, jest właśnie najtrudniejsza do zdefiniowania. Ma ona bardzo wyraźną atmosferę, bardzo wyraźny „smak”, ale kiedy próbuję uświadomić sobie, na czym ten „smak” polega, staję zakłopotany.&#xA;&#xA;Już wyżej zanotowałem to dziwne wrażenie: styl Księgi, będąc tak wspaniały i mocny, wydaje się jednocześnie jakby pozbawiony wszelkiego określonego charakteru. Może raczej należałoby powiedzieć tak: jego charakterystyczne cechy zewnętrzne wydają się nam nieistotne, ponieważ nie tłumaczą nam jego wspaniałości i siły. Można określić te cechy zewnętrzne, można „ustawić” Biblię na tle jej „kontekstu literackiego”, na tle starożytnego piśmiennictwa ludów wschodnich. W rytmie jej zdań i obrazów można ukazać tradycyjne elementy dawnej poetyki semickiej, na przykład tzw. „paralelizm członów”, występujący zarówno w Starym Testamencie jak i w Ewangelii i nadający wielu tekstom biblijnym szczególne rozkołysanie. Ale czy przez studiowanie tej „metody poetyckiej” zbliżymy się do źródła wspaniałości owych paralelnych wersetów? Czy wyjaśnimy potęgę słów: Gdy Ty im dasz, zbierać będą; gdy otworzysz rękę Twoją, wszystko się dobrem napełni. Ale gdy odwrócisz oblicze, zatrwożą się; jeśli zabierzesz ich ducha, omdleją i w proch się obrócą — albo słów: Pokolenie przemija, pokolenie nadchodzi; a ziemia na wieki trwa&amp;hellip; Wszystkie rzeczy trudne; nie wypowie ich człowiek słowami. Nie nasyci się oko widzeniem, ani ucho słyszeniem się napełni&amp;hellip;&#xA;&#xA;Można też zestawiać teksty biblijne z literaturą egipską i babilońską. Można wskazywać na niewątpliwe pokrewieństwo — zarówno stylistyczne jak i treściowe — między aforyzmami Salomona a naukami Ptah-hotepa i Amen-em-Opeta. Ale jak wytłumaczyć ten fakt, że słowa tych egipskich mędrców czytamy jako teksty antykwaryczne (pod względem historycznym bardzo interesujące), a Przypowieści Salomona do dziś dnia dają przy lekturze rozkosz tak wielką, że w porównaniu z nimi aforyzmy wysławianego La Rochefoucaulda wydają się płaskie, nudne i schematyczne. Można porównywać psalmy Dawida z psalmami babilońskimi i wskazywać na podobną — w modlitwach obu narodów — monotonię wersetów, nawracających jakby bez końca do tego samego tematu, nieznużenie zaklinających boską Siłę — ale trudno wytłumaczyć, dlaczego tylko w psalmach biblijnych ta monotonia jest niby piętrzenie się fal, ciągle na nowo wydźwigających się w górę, wdzierających się na urwisty brzeg. Można wydobyć z piosenek harfiarzy egipskich odpowiedniki różnych elementów poetyckich Pieśni nad Pieśniami; można wskazywać na jej pokrewieństwo z konwencjonalną poezją miłosną i weselną starożytnego Wschodu. Ale nikt się nie łudzi, że w ten sposób wytłumaczy istotę Pieśni nad Pieśniami, przeniknie naturę tego dziwnego płomienia, którym ogarnięte są wszystkie obrazy biblijnego poematu.&#xA;&#xA;To, że poezji biblijnej nie można „wytłumaczyć”, czasem odpycha od niej ludzi o mentalności specyficznie „literackiej”: ludzi, którzy właściwie wolą rozprawiać o literaturze niż ją przeżywać. Teoretycy abstrakcyjnych „sztuk poetyckich” — takich czy innych — i ci, co lubią rozkładać utwór na czynniki pierwsze, przeważnie nie poddają się urokowi Księgi, która — jak powiada Augustyn — „rośnie z maluczkimi”. Stronią od niej, ponieważ teksty biblijne nie dają sposobności do takich eksperymentów. Słuchając Księgi, trzeba często „kłaść rękę na usta swoje”, trzeba często mówić: „nie wiem”, trzeba przyznać się: „nie rozumiem, czym jest ta siła”. Można tylko opisywać tę piękność — próbować opisywać — tak jak opisuje się urok albo grozę krajobrazów: łąkę rozpostartą w słońcu albo burzę miotającą się wśród gór. Formalistyczna interpretacja Księgi wydaje mi się tak samo niemożliwa jak formalistyczna interpretacja piękności przyrody. Dla poetyckiej wspaniałości Biblii, wznoszącej się ponad wszystkie dzieła poezji nie znajduję innego wytłumaczenia oprócz tego, że jej autorzy musieli być w jakimś szczególnym kontakcie z głęboką rzeczywistością świata.&#xA;&#xA;em class=&#34;align-center&#34;*/em&#xA;&#xA;Lepiej więc chyba po prostu czytać Księgę i patrzeć na obrazy, jakie otwiera ona przed nami. Są wśród tych wizji biblijnych również takie opisy, w których Księga mówi jakby o samej sobie: jak gdyby sama definiowała naturę swojej piękności i siły. Ale nie mówi wtedy o poezji. Mówi o Mądrości. Można powiedzieć, że Mądrość, której imię pojawia się na tylu stronicach biblijnych, jest muzą Księgi, jest dla autorów Biblii tym, czym dla wielu innych poetów jest ideał Poezji, spiritus poetriae, jak to określa Goliard. Mądrość, czyli rzeczy ważne, które trzeba oznajmić. Trzeba to i to oznajmić, to i to opisać, nic więcej. Księga nie mówi: Écoutez la chanson bien douce, ale wzywa słowami Apokalipsy: Kto może pojąć, niech pojmuje. Zwraca uwagę czytelników tylko na treść swoich słów. Piękność wyłania się sama.&#xA;&#xA;Odczytuję więc — z VIII rozdziału Przypowieści Salomona — opis owej Mądrości, która jest muzą Księgi:&#xA;&#xA;emCzyż mądrość nie woła, a roztropność nie wydaje głosu swego? Na szczytach, na górach wysokich, przy drodze, w pośrodku dróg stojąc, przy bramach miejskich i w samych drzwiach odzywa się, mówiąc: O ludzie, do was wołam, a głos mój ku synom człowieczym! Zrozumiejcież maluczcy przezorność, a głupcy, uważajcie! Słuchajcie, bo o wielkich rzeczach mówić będę; i otworzą się usta moje aby opowiadały, co jest prawe&amp;hellip;/em&#xA;&#xA;emMoja jest rada i prawość, moja jest roztropność, moje jest męstwo. Przeze mnie królowie królują i prawodawcy stanowią sprawiedliwość. Przeze mnie książęta panują i władcy wydają słuszne wyroki. Ja miłuję tych, którzy mnie miłują, a którzy rano wstają do mnie, znajdą mnie. Przy mnie są bogactwa i sława, pyszne majętności i sprawiedliwość. Lepszy bowiem jest owoc mój niż złoto i kamienie drogie, a plony moje niż srebro wyborne&amp;hellip;/em&#xA;&#xA;Pan mię posiadł na początku dróg swoich, pierwej niźli co uczynił od początku. Od wieku ustanowiona jestem, od dawna, pierwej niźli się ziemia stała. Jeszcze nie było głębiny, a ja już poczęta byłam. Jeszcze źródła wód nie wytrysnęły, jeszcze góry swym ciężkim ogromem nie stanęły — przed wzgórzami jam się rodziła. Jeszcze był ziemi nie uczynił, ani rzek, ani zawiasów okręgu ziemi. Gdy gotował niebiosa, byłam przy tym&amp;hellip;&#xA;&#xA;Z Nim byłam wszystko urządzając, i rozkoszowałam się każdego dnia, igrając przed Nim w każdy czas, igrając na okręgu ziemi; a rozkoszą moją — być z synami człowieczymi. Teraz tedy, synowie, słuchajcie mnie! Błogosławieni, którzy strzegą dróg moich. Słuchajcie napomnienia i bądźcie mądrymi, a nie odrzucajcie go. Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa u wrót moich każdego dnia, który pilnuje podwojów drzwi moich. Kto mnie znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpie zbawienie od Pana; ale kto przeciw mnie zgrzeszy, zrani duszę swoją. Wszyscy, którzy mnie nienawidzą, miłują śmierć.&#xA;&#xA;To jest wielki tekst; pod niektórymi jego zdaniami rozwiera się otchłań. Trudno nie zauważyć, że dotyczy on spraw nieporównanie ważniejszych niż te, które są przedmiotem naszych obecnych rozważań. Ale tak jak cała Księga, tekst ten ma wiele warstw. Nie będę próbował interpretować jego głębi doktrynalnych; nie mam do tego ani podstaw, ani śmiałości. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na ton głosu, jakim przemawia Mądrość, a zwłaszcza na pewne cechy wizji, którą otwiera przed naszymi oczyma ten fragment Przypowieści.&#xA;&#xA;Mądrość mówi twardo, a jednocześnie dziwnie łagodnie i cicho. Woła, a nieraz ton jej głosu jest taki, jakby szeptała do ucha. Z największą swobodą potrafi zawrzeć wieczność w jednym zdaniu, przemawia tak władczo, jakby rozcinała wątpliwości ciosem miecza, a ciągle nawraca do jakiegoś prostego tematu i tłumaczy cierpliwie. Jest to łagodność i skromność siły, która jest tak silna, że nigdy nie musi wspinać się na palce.&#xA;&#xA;W tej chwili jednak ważniejsze jest dla mnie tło, na którym ukazuje się Mądrość. Szczytową wizją całego opisu jest ten fragment, w którym widzimy Mądrość jako Siłę przedwieczną, pochyloną nad wielkimi zrębami powstającej ziemi, nad światłami zapalających się gwiazd. A przedtem, na samym początku tekstu, ujrzeliśmy ją, jak woła i biega po wszystkich gościńcach ziemi, jak staje „w pośrodku dróg, przy bramach miejskich”, a nawet „w samych drzwiach”. Te dwa obrazy przeglądają się w sobie nawzajem. Mądrość nadgwiezdna ukazuje się nam jako wędrowniczka przemierzająca zwykłe drogi ziemskie — zarówno góry jak i doliny — i pochylająca się ku każdym drzwiom. A potem jest jeszcze jeden rys przedziwny: Mądrość, która zna wszystkie otchłanie, „igra na okręgu ziemi, igra w każdy czas”.&#xA;&#xA;W tym opisie jest jakby synteza atmosfery biblijnej: taka właśnie jest cała Księga, jakże podobna do owej Mądrości, o której czytam w Przypowieściach. Nasycona poświatą z wysoka, pełna wiedzy o przepaściach — i pochylająca się ku każdym drzwiom, wędrująca po wszystkich gościńcach, igrająca na okręgu ziemi. Czuwająca nad losami całej ludzkości, nad dziejami narodów, nad myślą prawodawców, którzy wtedy, gdy jej słuchają, „stanowią sprawiedliwość”, a jednocześnie przemawiająca do wszystkich poszczególnych ludzi, którzy „wstają do niej rano”. W całym układzie, w całej treści Biblii widzimy tę szczególną cechę: powiązanie rzeczy ogromnych z rzeczami zwykłymi, pozornie drobnymi. Obok relacji o dziejach wielkich prawodawców, którzy zmienili historię ludzkości, mamy w Księdze opowieści o „prywatnych” (ale pełnych głębokiego znaczenia) perypetiach takich postaci, jak Moabitka Rut czy młody Tobiasz, który wędruje poszukując żony. I kto towarzyszy Tobiaszowi? Anioł i pies. Kiedy wracają do domu, pies biegnie pierwszy: Wtedy przybiegł naprzód pies, który był z nim w drodze, i jakby poseł przyszedłszy cieszył się, kręcąc ogonem swoim. I powstawszy ślepy ojciec (Tobiasza) zaczął potykając się biegnąć, a podając rękę słudze wybiegł naprzeciw syna swego; i objąwszy, pocałował go z żoną swoją, i poczęli oboje płakać z radości. Niebawem zaś Anioł będzie opowiadał o prawach Wiekuistego.&#xA;&#xA;Księga ciągle zestawia różne plany istnienia, odsłania tajemnice i szczegóły, ukazuje gwiazdy, zwierzęta i trawy polne. Przeglądając zbiory aforyzmów biblijnych, takich jak Przypowieści albo Eklezjastyk, możemy wyraźnie zobaczyć, jak Mądrość wędruje po wszystkich gościńcach i jak „igra na okręgu ziemi”. Mówi o roztropności potrzebnej człowiekowi wobec gwiazd i wobec śmierci; o roztropności potrzebnej władcom; i o roztropności, która jest niezbędna każdemu do tego, aby uchronił się od biedy; nie tylko od biedy — nawet od zimna: o roztropności „niewiasty mężnej”, która nie będzie się bała dla domu swego zimna śnieżnego, bo wszyscy domownicy jej odziani są w podwójne szaty. Mądrość przegląda się w tysiącu zwierciadeł, jawi się nam z coraz to innej strony. Wierzymy teraz, że istotnie prędsza jest od wszystkich rzeczy, które się ruszają i dociera wszędzie. Kiedy słuchamy jej, kiedy patrzymy na obrazy, które otwiera przed nami, czujemy się tak, jak byśmy wędrowali przez góry, albo jak byśmy oglądali świat na przemian „z lotu ptaka” i leżąc na ziemi, w najbliższym sąsiedztwie drzew i kamieni.&#xA;&#xA;em class=&#34;align-center&#34;*/em&#xA;&#xA;Biblia jest pełna barw ziemi. I pełna ciężaru ziemi. Żadna inna poezja nie ukazuje tak wspaniale urody i dziwności widzialnego świata, jak czyni to poezja tej Księgi, w której jest blask Mądrości niedostępnej oczom. I żadna inna księga nie wyraża z taką siłą, z tak bolesną dokładnością, wszystkiego tego, co wiąże człowieka z ziemią i z innymi ludźmi. I wszystkiego, co jest brzemieniem i grozą życia, co jest trwogą człowieka wobec tajemnic. Posłuchajmy tylko przez chwilę.&#xA;&#xA;Skarga chorego króla Ezechiasza (z księgi Izajasza). W połowie dni moich pójdę do bram otchłani; szukałem ostatka lat moich. Rzekłem: Nie ujrzę Pana Boga na ziemi żyjących; nie ujrzę więcej człowieka i mieszkańca pokoju. Wiek mój przeminął i zwinięty jest ode mnie jak namiot pasterski. Przecięte jest jak od tkacza życie moje; gdy jeszcze wiłem, przeciął mię. Od rana aż do wieczora dokończysz mnie! Miałem nadzieję aż do rana; jak lew, tak połamał wszystkie kości moje. Od rana aż do wieczora dokończysz mnie!&#xA;&#xA;Lament Jeremiasza nad zburzonym miastem ojczystym: Jakże samotnie ono siedzi, to miasto pełne ludu! Stała się jakby wdową pani narodów, władczyni krain stała się hołdowną. Płacząc płakała w nocy, usta jej pełne łez; nie ma, kto by ją pocieszał ze wszystkich miłośników jej; wszyscy przyjaciele jej wzgardzili nią i stali się jej wrogami&amp;hellip; Płaczą drogi Syjonu, bo nie ma, kto by szedł na święto uroczyste; wszystkie bramy jego zburzone, wzdychają jego kapłani, panny jego znękane, a sam gorzkością uciśniony&amp;hellip;&#xA;&#xA;Rytm czasu, zanotowany przez Eklezjastę: Wszystkie rzeczy mają swój czas i swym zamierzonym biegiem przemija wszystko pod słońcem. Czas narodzin i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas rozwalania i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas narzekania i czas tańczenia, czas rozrzucania kamieni i czas zbierania, czas uścisków i czas wstrzymania się od uścisków, czas nabywania i czas tracenia, czas chowania i czas odrzucania, czas darcia i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. — Cóż więcej ma człowiek z pracy swej?&#xA;&#xA;Przeraźliwy rytm ziemskiego czasu, który buduje i niszczy, który obraca w popiół ciało człowieka i jego miasto ojczyste. Przeciwko temu rytmowi jednak wznosi się wołanie wierności. Zaklęcia Psalmisty: Jeślibym cię zapomniał Jeruzalem, niech zapomniana będzie prawica moja! Niechaj przyschnie język mój do podniebienia mego, jeślibym na cię nie pomniał, jeślibym nie położył Jeruzalem na początku wesela mego! — Nigdzie poza Biblią nie ma tak wielkich, tak żarliwych słów o wierności. Przypomnijmy jeszcze, co mówi Moabitka Rut do Noemi: Nie sprzeciwiaj mi się, abym cię musiała opuścić i odejść, bo gdziekolwiek się obrócisz, pójdę, a gdzie zamieszkasz, i ja razem mieszkać będę. Lud twój, lud mój; a Bóg twój, Bóg mój. Która ziemia ciebie umarłą przyjmie, na tej umrę i tamże miejsce pogrzebu otrzymam. — I co mówi Oblubieniec w Pieśni nad Pieśniami: Przyłóż mnie jako pieczęć do serca twego, jako pieczęć do ramienia twego; bo mocna jest jak śmierć miłość, twarda jak otchłań jest zazdrość; pochodnie jej — pochodnie ognia i płomieni. Wody mnogie nie mogły ugasić miłości i rzeki nie zatopią jej; choćby człowiek dał wszystką majętność domu swego za miłość, wzgardzi nią jak nicością. — W Pieśni nad Pieśniami wierność rozświetla się już wielkim blaskiem nadziei. A ponad to wszystko wznosi się w Księdze modlitwa — modlitwa człowieka czującego na swojej piersi wielkie brzemię świata. Tak woła Psalmista: Jako tęskni jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do ciebie, Boże. Łaknęła dusza moja Boga mocnego, żywego: Kiedyż przyjdę, a okażę się przed obliczem Bożym? Były mi łzy moje chlebem we dnie i w nocy, gdy słyszę co dzień: Gdzież jest Bóg twój? Na tom wspomniał i wylałem na się duszę moją: że przyjdę na miejsce przybytku dziwnego, aż do domu Bożego, z głosem wesela i wyznania, jako śpiew biesiadnika. Czemużeś smutna, duszo moja? i czemu mię trwożysz? Miej nadzieję w Bogu, bo jeszcze będę mu wyznawał: zbawienie oblicza mego i Bóg mój.&#xA;&#xA;em class=&#34;align-center&#34;*/em&#xA;&#xA;Teksty, które przed chwilą cytowałem, to tylko kilka krótkich fragmentów Starego Testamentu. Nie będę cytował tekstów z Ewangelii. Jeżeli w ogóle można mówić o poezji Biblii, to nie ulega wątpliwości, że w przypowieściach ewangelicznych, w wersetach wypowiadanych przez Chrystusa poezja ta dochodzi do szczytu. Ale nie odważę się na to, aby mówić o nich cokolwiek w tych „literackich” rozważaniach, aby je komentować chociażby przez zestawienie fragmentów. Zresztą również w cytatach ze Starego Testamentu wybierałem raczej jego bardziej „świeckie” aspekty — nie teksty najważniejsze, nie takie, które formułują główne prawdy wiary, chociaż są to przeważnie teksty największej piękności. Krążyłem — jak to zapowiedziałem na wstępie — tylko u podnóża Góry Syjońskiej.&#xA;&#xA;Chciałem jednak właśnie zwrócić uwagę na te aspekty Księgi, które są może mniej znane. Nazwałem je „świeckimi”. Ale czy podział na sprawy „religijne” i „świeckie” ma jakikolwiek sens? Biblia temu przeczy. Są w niej na pewno rzeczy rozmaitej wagi: partie ważniejsze i partie mniej ważne, ale przecież wszystkie one należą do świętej Księgi. Zarówno roztropne rady Przypowieści, perypetie Tobiasza i słowa tęsknoty za miastem ojczystym, jak wielkie problemy metafizyczne Księgi Hioba i wielkie prawdy sformułowane w Listach św. Pawła. Ta szczególna cecha Biblii, zestawiającej rzeczy tak różne, budziła nieraz zdumienie. Po co to wszystko w świętej Księdze? Dlaczego Księga, która została napisana „dla naszego pouczenia”, mówi o tylu rzeczach ubocznych? Tak pytali deiści XVII i XVIII wieku, tak pytają też ci, którzy uważają, że religia jest jakąś dziedziną specjalną, wydzieloną od reszty życia, albo że religia dotyczy wyłącznie problemów „spirytualistycznych”. W Biblii jednak jest jakieś zupełnie odmienne pojęcie religii: religii jako czegoś, w czym się żyje. Księga ukazuje nie tylko największe prawdy, ale daje atmosferę, kontekst życia. Może towarzyszyć człowiekowi nie tylko w jego „metafizycznych momentach”, ale jako lektura codzienna, rzucająca światło na wszystkie codzienne sprawy. Jakieś światło z wysoka.&#xA;&#xA;Dlatego też Biblia wywarła tak wielki wpływ na cywilizację, na sztukę i literaturę. Sama będąc czymś znacznie więcej niż poezją, dała w świecie zachodnim początek zupełnie nowej literaturze, zupełnie nowej poezji. Zanim Księga przeniknęła do kultury europejskiej, ludzie cywilizacji grecko-rzymskiej mieli już wielką literaturę, odziedziczoną po minionych wiekach, która zdołała nawet przyswoić sobie wiele elementów wyobraźni poetyckiej sąsiednich ludów „barbarzyńskich” i była tak bogata i pełna, że na pozór niczego jej nie brakowało. Na to dziedzictwo klasyczne będą się powoływali przez wszystkie następne wieki poeci ery chrześcijańskiej — Dante, Szekspir, Mickiewicz. Ale ich twórczość (nawet wtedy, gdy starają się naśladować pisarzy greckich i łacińskich i gdy bardzo wiele im zawdzięczają) jest tak głęboko odmienna od wszystkiego, co istniało w świecie klasycznym, jak katedry gotyckie odmienne są od pogańskich świątyń. W wiekach, które oddzielają Dantego od Wergiliusza, wtargnęło do Europy coś, co dało literaturze zupełnie odmienny rytm, nie znaną przedtem temperaturę. Niektórzy humaniści Renesansu będą czynili wielkie wysiłki, aby wymazać to biblijne piętno i nawiązać bezpośrednio do literatury klasycznej — ponad wiekami Europy średniowiecznej. Jeszcze gorliwiej będą się o to starali niektórzy artyści neoklasycyzmu. Ale po wszystkich zachwytach Winckelmanna nad spokojnym, pogańskim pięknem, po wszystkich wierszach neoklasycznych i parnasistowskich przyjdzie Rimbaud, a potem twórcy „poezji nowoczesnej” XX wieku, która znowu ma znacznie więcej wspólnego z żarliwym rytmem Eklezjasty, z błyskawicową wizją Pieśni nad Pieśniami, niż ze statyczną poetyką horacjańską.&#xA;&#xA;Ale ta siła, która przed wiekami przemieniła tak głęboko kulturę naszego kontynentu, nie przeniknęła do niej łatwo. Nie tylko nauka Biblii, ale również sama poezja biblijna była dla antycznych Europejczyków „twardą mową”. Sam Hieronim, którego imię splotło się potem z Księgą tak ściśle, przez długi czas przyznawał klasykom łacińskim wyższość nad Biblią. W jednym ze swoich listów opowiada nam, jak (we śnie) Anioł chłostał go rózgą ognistą za to, że wyżej cenił Cycerona niż Proroków. Dopiero później stał się natchnionym tłumaczem Biblii, twórcą Wulgaty. Podobnie Augustyn, kiedy pierwszy raz otworzył Księgę, uznał, że „nie może ona współzawodniczyć z dostojeństwem Cycerona”. Potem jednak, kiedy poddał się Biblii, stworzył sam prozę pełną takiej pasji, jakiej nie było w literaturze antycznej — nie tylko u Cycerona, ale nawet u Tacyta i Seneki. Poddał się silniejszej rzeczywistości — myślę, że tak trzeba to określić. Literatura chrześcijańska, wywodząca się z Biblii — w porównaniu z pogańskim piśmiennictwem antycznym — jest jednocześnie smutniejsza i bardziej żarliwa. Jest w niej więcej rzeczywistości, więcej ciężaru świata. A zarazem jest w niej jakiś nieustanny zryw ku górze, jakaś pasja walki i dążenia.&#xA;&#xA;Można odczuć ten szczególny rytm wędrówki już we wczesnych utworach średniowiecznej poezji łacińskiej, która zresztą zaczęła się od parafrazowania Księgi. Chciałbym na zakończenie zacytować jeden z tych wierszy w przekładzie polskim, anonimowy utwór z XI wieku, który jest cały skąpany w poświacie Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Jest on parafrazą jednego z motywów Pieśni nad Pieśniami*, sławnego motywu poszukiwania Oblubieńca przez Oblubienicę, interpretowanego już w oparciu o Ewangelię: Oblubienica jest symbolem duszy ludzkiej, poszukującej Stwórcy w świecie pełnym mroku i pełnym nagłych rozbłysków, jakichś wołań z wysoka. Wiersz nie ma tytułu, można by go nazwać: „Nawiedzenie duszy”.br&#xA;Kim jest ten, co do drzwi kołacze,&#xA;Nocny sen płoszy?&#xA;Woła mnie: „Najpiękniejsza z dziewcząt,&#xA;Siostro, żono, perło roziskrzona,&#xA;Powstań, otwórz, najmilejsza, otwórz!”  &#xA;„Jam jest synem króla nad królami,&#xA;Jam ostatni i pierwszy.&#xA;Z nieba zszedłem na tę mroczną ziemię,&#xA;Aby dusze spętanych wyzwolić&#xA;Śmiercią moją i brzemieniem krzywd”.  &#xA;Więc co tchu wynurzyłam się z łoża,&#xA;Do zasuwy pobiegłam,&#xA;Aby dom mój przed miłym rozewrzeć,&#xA;Aby dusza mogła się nasycić&#xA;Tym, którego tak bardzo pożąda.  &#xA;Ale on już od drzwi moich odszedł,&#xA;Już nie było go tu.&#xA;Cóż więc mogłam uczynić, nieszczęsna?&#xA;Poszłam za nim, szukać go, bo przecież&#xA;On mnie kiedyś stworzył. Poszłam płacząc.  &#xA;I znaleźli mnie stróżowie miasta;&#xA;I złupili mnie, wzięli&#xA;Szatę moją — i szatę mi dali,&#xA;Zaśpiewali nade mną pieśń nową,&#xA;Co mnie wiedzie teraz — w króla dom.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Zygmunt Kubiak</em>
Piękność Biblii jest tą jej cechą, która najbardziej rzuca się w oczy niemal każdemu czytelnikowi. Piękność przedziwna, nieporównana. Ona to między innymi sprawia, że ciągle na nowo wraca się do Księgi. O tej piękności właśnie, o poetyckiej sile Biblii, chciałbym napisać parę uwag. Wybieram więc temat, który nie dotyczy najważniejszych problemów Księgi. Wiem, że o tych problemach nie można rozprawiać, jeśli się ma w ręku tylko pióro literata. Do Księgi, którą zgłębiały wieki i która jest najgłębszą podstawą naszego życia (choćbyśmy sobie tego nie uświadamiali), tylko zupełny głupiec może zbliżać się bez nieśmiałości, tak samo jak — według powiedzenia pewnego angielskiego generała — tylko głupiec odważa się wjechać na koniu do Jerozolimy. Będę więc poruszał się wśród opłotków świętego Miasta, będę krążył u podnóża Góry Syjońskiej.</p>

<p>Nie znaczy to jednak, że w moich uwagach ograniczę się do spraw wyłącznie literackich. Prawdę mówiąc — czysto literackich czy estetycznych rozważań będzie tu właściwie bardzo niewiele. Łatwo jest bowiem spostrzec — jeśli się czyta Księgę choć trochę uważnie — że jej wartości poetyckich nie sposób analizować tak, jak się analizuje piękność innych książek: <em>Eneidy</em> Wergilego czy wierszy Pawła Valéry. Rozpoczynamy wtedy zazwyczaj od analizy stylu. <em>Le style c&#39;est l&#39;homme</em>. Poprzez ocenę „środków poetyckich” zawartych w stylu docieramy do głębszych warstw dzieła. Taka jest zasada. Ale co mi ona pomoże wobec Księgi? Zapewne wszyscy zgodzą się na ogólne twierdzenie, że jej styl — niemal we wszystkich jej partiach — jest niezmiernie piękny; w naszym odczuciu wiąże się on z atmosferą całej Biblii, z tą szczególną atmosferą, za którą zaczyna się tęsknić, gdy choćby przez krótki czas nie czyta się Księgi. Ale co można więcej o nim powiedzieć oprócz tego, że działa na nas tak silnie?</p>

<p>Czasem myślę, że styl Biblii nie ma żadnego określonego charakteru. Często się go wcale nie zauważa przy czytaniu, chociaż bywa bardzo niezwykły. Nigdzie — nawet w <em>Pieśni nad Pieśniami</em> — nie mogę przyłapać autorów biblijnych na literackim łowieniu słów i metafor. Ich normalny sposób mówienia jest sprawozdawczy, dosłowny. Podają fakty. Starają się tylko o dokładny, jak najdokładniejszy opis rzeczy. Jeśli zaś używają niezwykłych wyrażeń i metafor (a czynią to często), czujemy, że powoduje nimi to samo pragnienie dokładności, ścisłości opisu: używają ich, bo muszą, bo takie właśnie metafory narzucone są im przez ich niezwykłe doświadczenia. Kiedy czytam w <em>Apokalipsie</em>, w opisie końca świata, że <em>gwiazdy spadły z nieba na ziemię, jak gdy drzewo figowe wstrząśnięte wiatrem wielkim zrzuca niedojrzałe owoce swoje</em> — nie myślę: „jaki wspaniały obraz poetycki!” Myślę tylko o tym, że spadają gwiazdy. I wiem, że tego rozchwiania się przestrzeni kosmicznych nie można było w żaden inny sposób opisać. Nic nie działa na naszą wyobraźnię tak silnie jak metafora bardzo niezwykła, a tak dokładnie przylegająca do opisywanego zjawiska, tak zupełnie pozbawiona chwiejnej dowolności, tak daleka od wszelkiej intencji ozdobnictwa, że od razu przyjmujemy ją jako konieczną, niczym innym niezastąpioną, nienaruszalną, i czujemy wyraźnie, że to nie styl jest niecodzienny, lecz niecodzienne było widzenie, które trzeba było opisać. Tak samo, kiedy w księdze <em>Eklezjastyk</em> jest powiedziane, że mądrość <em>nakarmi nas chlebem żywota i zrozumienia</em>, od razu wiemy, o co chodzi, od razu wiemy, jakie ma być to „zrozumienie”: zrozumienie rzeczy tak prawdziwych i potrzebnych jak chleb. Czy można było wyrazić tę myśl jeszcze prościej, niż to uczynił autor <em>Eklezjastyka</em>? Czy w ogóle można ją było wyrazić w jakikolwiek inny sposób?</p>

<p>Taki właśnie styl staje się w pewnym sensie niedostrzegalny i nie poddaje się analizie. Podobnie jest u największych pisarzy (pozabiblijnych) na szczycie ich sztuki. Podczas gdy w młodzieńczych dramatach Szekspira zauważamy styl i cieszymy się jego urokiem, to przy lekturze późnych tragedii, zwłaszcza <em>Króla Lira</em>, myślimy już tylko o burzy i nieszczęściu, o starym królu błąkającym się przez wrzosowisko. Autor <em>Lira</em> już nie jest literatem, szukającym artystycznych efektów; to co pisze, można nazwać nad-literaturą. Tak samo w świecie antycznym: podczas gdy <em>Eneida</em> jest genialnym dziełem literackim, Homer jest nad-literaturą (elementy czysto literackie, skonwencjonalizowane w formie „epickich ozdobników”, odgrywają w <em>Iliadzie</em> i <em>Odysei</em> rolę tylko uboczną). Nie czytałem ani jednej dobrej analizy stylu Homera, takiej analizy, która by chwyciła to, co jest naprawdę istotne. Wszelkie analizy są bezsilne wobec stylu, w którym metafory nie są artystycznymi ozdobami, ale tylko najzwięźlejszym i najdokładniejszym ze wszystkich możliwych sposobów wyrażenia tego, co trzeba było wyrazić. Taki jest też styl aforyzmów Heraklita (w przeciwieństwie do stylu Platona, który — jak mocno podejrzewam — nieraz nawet metafizykę poświęca dla literackiego efektu): „Łukiem napiętym jest życie, a celem jego strzały — śmierć”. Taki jest styl tekstów Lao-Tse; i styl wersetów Koranu: „Któż cię pouczy, czym będzie Dzień Sądu? Ów dzień, gdy ludzie rozproszą się jak motyle, a góry będą się miotać jako strzępy wełny…”. Czy zaopatrywanie tych straszliwych zdań (z Heraklita i z Koranu) w jakieś glossy estetyczne czy krytyczno-literackie nie miałoby w sobie pewnego posmaku śmieszności? Teksty tego rodzaju są ponad literaturą.</p>

<p><em class="align-center">***</em></p>

<p>W Biblii jednak to piętno „nad-literackości”, suwerenności wobec normalnych kryteriów estetycznych, jest silniejsze niż w jakichkolwiek innych tekstach. Silniejsza jest bowiem przede wszystkim jej piękność. Obiektywnym sprawdzianem tej siły może być oddziaływanie Księgi na literaturę i sztukę ludzkości, wpływ tak głęboki i rozległy, że nie można dla niego znaleźć żadnej analogii w dziejach ludzkiej kultury. Gdyby nie Biblia, nie byłoby katedr gotyckich, nie byłoby największych dzieł literackich średniowiecznej i nowożytnej Europy, nie byłoby Szekspira. Nie tylko Szekspira. Nie byłoby również Koranu, którego atmosfera — a nie tylko tezy doktrynalne — w dużej mierze wywodzi się z atmosfery Biblii, z klimatu poezji biblijnej. Księga więc niesie w sobie poezję o sile nieporównywalnej z niczym; wiemy zresztą o tym dobrze. Ale ta poezja, zawarta w tekstach autorów biblijnych, jest właśnie najtrudniejsza do zdefiniowania. Ma ona bardzo wyraźną atmosferę, bardzo wyraźny „smak”, ale kiedy próbuję uświadomić sobie, na czym ten „smak” polega, staję zakłopotany.</p>

<p>Już wyżej zanotowałem to dziwne wrażenie: styl Księgi, będąc tak wspaniały i mocny, wydaje się jednocześnie jakby pozbawiony wszelkiego określonego charakteru. Może raczej należałoby powiedzieć tak: jego charakterystyczne cechy zewnętrzne wydają się nam nieistotne, ponieważ nie tłumaczą nam jego wspaniałości i siły. Można określić te cechy zewnętrzne, można „ustawić” Biblię na tle jej „kontekstu literackiego”, na tle starożytnego piśmiennictwa ludów wschodnich. W rytmie jej zdań i obrazów można ukazać tradycyjne elementy dawnej poetyki semickiej, na przykład tzw. „paralelizm członów”, występujący zarówno w Starym Testamencie jak i w Ewangelii i nadający wielu tekstom biblijnym szczególne rozkołysanie. Ale czy przez studiowanie tej „metody poetyckiej” zbliżymy się do źródła wspaniałości owych paralelnych wersetów? Czy wyjaśnimy potęgę słów: <em>Gdy Ty im dasz, zbierać będą; gdy otworzysz rękę Twoją, wszystko się dobrem napełni. Ale gdy odwrócisz oblicze, zatrwożą się; jeśli zabierzesz ich ducha, omdleją i w proch się obrócą</em> — albo słów: <em>Pokolenie przemija, pokolenie nadchodzi; a ziemia na wieki trwa… Wszystkie rzeczy trudne; nie wypowie ich człowiek słowami. Nie nasyci się oko widzeniem, ani ucho słyszeniem się napełni…</em></p>

<p>Można też zestawiać teksty biblijne z literaturą egipską i babilońską. Można wskazywać na niewątpliwe pokrewieństwo — zarówno stylistyczne jak i treściowe — między aforyzmami Salomona a naukami Ptah-hotepa i Amen-em-Opeta. Ale jak wytłumaczyć ten fakt, że słowa tych egipskich mędrców czytamy jako teksty antykwaryczne (pod względem historycznym bardzo interesujące), a <em>Przypowieści Salomona</em> do dziś dnia dają przy lekturze rozkosz tak wielką, że w porównaniu z nimi aforyzmy wysławianego La Rochefoucaulda wydają się płaskie, nudne i schematyczne. Można porównywać psalmy Dawida z psalmami babilońskimi i wskazywać na podobną — w modlitwach obu narodów — monotonię wersetów, nawracających jakby bez końca do tego samego tematu, nieznużenie zaklinających boską Siłę — ale trudno wytłumaczyć, dlaczego tylko w psalmach biblijnych ta monotonia jest niby piętrzenie się fal, ciągle na nowo wydźwigających się w górę, wdzierających się na urwisty brzeg. Można wydobyć z piosenek harfiarzy egipskich odpowiedniki różnych elementów poetyckich <em>Pieśni nad Pieśniami</em>; można wskazywać na jej pokrewieństwo z konwencjonalną poezją miłosną i weselną starożytnego Wschodu. Ale nikt się nie łudzi, że w ten sposób wytłumaczy istotę <em>Pieśni nad Pieśniami</em>, przeniknie naturę tego dziwnego płomienia, którym ogarnięte są wszystkie obrazy biblijnego poematu.</p>

<p>To, że poezji biblijnej nie można „wytłumaczyć”, czasem odpycha od niej ludzi o mentalności specyficznie „literackiej”: ludzi, którzy właściwie wolą rozprawiać o literaturze niż ją przeżywać. Teoretycy abstrakcyjnych „sztuk poetyckich” — takich czy innych — i ci, co lubią rozkładać utwór na czynniki pierwsze, przeważnie nie poddają się urokowi Księgi, która — jak powiada Augustyn — „rośnie z maluczkimi”. Stronią od niej, ponieważ teksty biblijne nie dają sposobności do takich eksperymentów. Słuchając Księgi, trzeba często „kłaść rękę na usta swoje”, trzeba często mówić: „nie wiem”, trzeba przyznać się: „nie rozumiem, czym jest ta siła”. Można tylko opisywać tę piękność — próbować opisywać — tak jak opisuje się urok albo grozę krajobrazów: łąkę rozpostartą w słońcu albo burzę miotającą się wśród gór. Formalistyczna interpretacja Księgi wydaje mi się tak samo niemożliwa jak formalistyczna interpretacja piękności przyrody. Dla poetyckiej wspaniałości Biblii, wznoszącej się ponad wszystkie dzieła poezji nie znajduję innego wytłumaczenia oprócz tego, że jej autorzy musieli być w jakimś szczególnym kontakcie z głęboką rzeczywistością świata.</p>

<p><em class="align-center">***</em></p>

<p>Lepiej więc chyba po prostu czytać Księgę i patrzeć na obrazy, jakie otwiera ona przed nami. Są wśród tych wizji biblijnych również takie opisy, w których Księga mówi jakby o samej sobie: jak gdyby sama definiowała naturę swojej piękności i siły. Ale nie mówi wtedy o poezji. Mówi o Mądrości. Można powiedzieć, że Mądrość, której imię pojawia się na tylu stronicach biblijnych, jest muzą Księgi, jest dla autorów Biblii tym, czym dla wielu innych poetów jest ideał Poezji, <em>spiritus poetriae</em>, jak to określa Goliard. Mądrość, czyli rzeczy ważne, które trzeba oznajmić. Trzeba to i to oznajmić, to i to opisać, nic więcej. Księga nie mówi: <em>Écoutez la chanson bien douce</em>, ale wzywa słowami <em>Apokalipsy</em>: <em>Kto może pojąć, niech pojmuje</em>. Zwraca uwagę czytelników tylko na treść swoich słów. Piękność wyłania się sama.</p>

<p>Odczytuję więc — z VIII rozdziału <em>Przypowieści Salomona</em> — opis owej Mądrości, która jest muzą Księgi:</p>

<p><em>Czyż mądrość nie woła, a roztropność nie wydaje głosu swego? Na szczytach, na górach wysokich, przy drodze, w pośrodku dróg stojąc, przy bramach miejskich i w samych drzwiach odzywa się, mówiąc: O ludzie, do was wołam, a głos mój ku synom człowieczym! Zrozumiejcież maluczcy przezorność, a głupcy, uważajcie! Słuchajcie, bo o wielkich rzeczach mówić będę; i otworzą się usta moje aby opowiadały, co jest prawe…</em></p>

<p><em>Moja jest rada i prawość, moja jest roztropność, moje jest męstwo. Przeze mnie królowie królują i prawodawcy stanowią sprawiedliwość. Przeze mnie książęta panują i władcy wydają słuszne wyroki. Ja miłuję tych, którzy mnie miłują, a którzy rano wstają do mnie, znajdą mnie. Przy mnie są bogactwa i sława, pyszne majętności i sprawiedliwość. Lepszy bowiem jest owoc mój niż złoto i kamienie drogie, a plony moje niż srebro wyborne…</em></p>

<p><em>Pan mię posiadł na początku dróg swoich, pierwej niźli co uczynił od początku. Od wieku ustanowiona jestem, od dawna, pierwej niźli się ziemia stała. Jeszcze nie było głębiny, a ja już poczęta byłam. Jeszcze źródła wód nie wytrysnęły, jeszcze góry swym ciężkim ogromem nie stanęły — przed wzgórzami jam się rodziła. Jeszcze był ziemi nie uczynił, ani rzek, ani zawiasów okręgu ziemi. Gdy gotował niebiosa, byłam przy tym…</em></p>

<p><em>Z Nim byłam wszystko urządzając, i rozkoszowałam się każdego dnia, igrając przed Nim w każdy czas, igrając na okręgu ziemi; a rozkoszą moją — być z synami człowieczymi. Teraz tedy, synowie, słuchajcie mnie! Błogosławieni, którzy strzegą dróg moich. Słuchajcie napomnienia i bądźcie mądrymi, a nie odrzucajcie go. Błogosławiony człowiek, który mnie słucha i który czuwa u wrót moich każdego dnia, który pilnuje podwojów drzwi moich. Kto mnie znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpie zbawienie od Pana; ale kto przeciw mnie zgrzeszy, zrani duszę swoją. Wszyscy, którzy mnie nienawidzą, miłują śmierć.</em></p>

<p>To jest wielki tekst; pod niektórymi jego zdaniami rozwiera się otchłań. Trudno nie zauważyć, że dotyczy on spraw nieporównanie ważniejszych niż te, które są przedmiotem naszych obecnych rozważań. Ale tak jak cała Księga, tekst ten ma wiele warstw. Nie będę próbował interpretować jego głębi doktrynalnych; nie mam do tego ani podstaw, ani śmiałości. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na ton głosu, jakim przemawia Mądrość, a zwłaszcza na pewne cechy wizji, którą otwiera przed naszymi oczyma ten fragment <em>Przypowieści</em>.</p>

<p>Mądrość mówi twardo, a jednocześnie dziwnie łagodnie i cicho. Woła, a nieraz ton jej głosu jest taki, jakby szeptała do ucha. Z największą swobodą potrafi zawrzeć wieczność w jednym zdaniu, przemawia tak władczo, jakby rozcinała wątpliwości ciosem miecza, a ciągle nawraca do jakiegoś prostego tematu i tłumaczy cierpliwie. Jest to łagodność i skromność siły, która jest tak silna, że nigdy nie musi wspinać się na palce.</p>

<p>W tej chwili jednak ważniejsze jest dla mnie tło, na którym ukazuje się Mądrość. Szczytową wizją całego opisu jest ten fragment, w którym widzimy Mądrość jako Siłę przedwieczną, pochyloną nad wielkimi zrębami powstającej ziemi, nad światłami zapalających się gwiazd. A przedtem, na samym początku tekstu, ujrzeliśmy ją, jak woła i biega po wszystkich gościńcach ziemi, jak staje „w pośrodku dróg, przy bramach miejskich”, a nawet „w samych drzwiach”. Te dwa obrazy przeglądają się w sobie nawzajem. Mądrość nadgwiezdna ukazuje się nam jako wędrowniczka przemierzająca zwykłe drogi ziemskie — zarówno góry jak i doliny — i pochylająca się ku każdym drzwiom. A potem jest jeszcze jeden rys przedziwny: Mądrość, która zna wszystkie otchłanie, „igra na okręgu ziemi, igra w każdy czas”.</p>

<p>W tym opisie jest jakby synteza atmosfery biblijnej: taka właśnie jest cała Księga, jakże podobna do owej Mądrości, o której czytam w <em>Przypowieściach</em>. Nasycona poświatą z wysoka, pełna wiedzy o przepaściach — i pochylająca się ku każdym drzwiom, wędrująca po wszystkich gościńcach, igrająca na okręgu ziemi. Czuwająca nad losami całej ludzkości, nad dziejami narodów, nad myślą prawodawców, którzy wtedy, gdy jej słuchają, „stanowią sprawiedliwość”, a jednocześnie przemawiająca do wszystkich poszczególnych ludzi, którzy „wstają do niej rano”. W całym układzie, w całej treści Biblii widzimy tę szczególną cechę: powiązanie rzeczy ogromnych z rzeczami zwykłymi, pozornie drobnymi. Obok relacji o dziejach wielkich prawodawców, którzy zmienili historię ludzkości, mamy w Księdze opowieści o „prywatnych” (ale pełnych głębokiego znaczenia) perypetiach takich postaci, jak Moabitka Rut czy młody Tobiasz, który wędruje poszukując żony. I kto towarzyszy Tobiaszowi? Anioł i pies. Kiedy wracają do domu, pies biegnie pierwszy: <em>Wtedy przybiegł naprzód pies, który był z nim w drodze, i jakby poseł przyszedłszy cieszył się, kręcąc ogonem swoim. I powstawszy ślepy ojciec (Tobiasza) zaczął potykając się biegnąć, a podając rękę słudze wybiegł naprzeciw syna swego; i objąwszy, pocałował go z żoną swoją, i poczęli oboje płakać z radości.</em> Niebawem zaś Anioł będzie opowiadał o prawach Wiekuistego.</p>

<p>Księga ciągle zestawia różne plany istnienia, odsłania tajemnice i szczegóły, ukazuje gwiazdy, zwierzęta i trawy polne. Przeglądając zbiory aforyzmów biblijnych, takich jak <em>Przypowieści</em> albo <em>Eklezjastyk</em>, możemy wyraźnie zobaczyć, jak Mądrość wędruje po wszystkich gościńcach i jak „igra na okręgu ziemi”. Mówi o roztropności potrzebnej człowiekowi wobec gwiazd i wobec śmierci; o roztropności potrzebnej władcom; i o roztropności, która jest niezbędna każdemu do tego, aby uchronił się od biedy; nie tylko od biedy — nawet od zimna: o roztropności „niewiasty mężnej”, która <em>nie będzie się bała dla domu swego zimna śnieżnego, bo wszyscy domownicy jej odziani są w podwójne szaty</em>. Mądrość przegląda się w tysiącu zwierciadeł, jawi się nam z coraz to innej strony. Wierzymy teraz, że istotnie <em>prędsza jest od wszystkich rzeczy, które się ruszają</em> i dociera wszędzie. Kiedy słuchamy jej, kiedy patrzymy na obrazy, które otwiera przed nami, czujemy się tak, jak byśmy wędrowali przez góry, albo jak byśmy oglądali świat na przemian „z lotu ptaka” i leżąc na ziemi, w najbliższym sąsiedztwie drzew i kamieni.</p>

<p><em class="align-center">***</em></p>

<p>Biblia jest pełna barw ziemi. I pełna ciężaru ziemi. Żadna inna poezja nie ukazuje tak wspaniale urody i dziwności widzialnego świata, jak czyni to poezja tej Księgi, w której jest blask Mądrości niedostępnej oczom. I żadna inna księga nie wyraża z taką siłą, z tak bolesną dokładnością, wszystkiego tego, co wiąże człowieka z ziemią i z innymi ludźmi. I wszystkiego, co jest brzemieniem i grozą życia, co jest trwogą człowieka wobec tajemnic. Posłuchajmy tylko przez chwilę.</p>

<p>Skarga chorego króla Ezechiasza (z księgi <em>Izajasza</em>). <em>W połowie dni moich pójdę do bram otchłani; szukałem ostatka lat moich. Rzekłem: Nie ujrzę Pana Boga na ziemi żyjących; nie ujrzę więcej człowieka i mieszkańca pokoju. Wiek mój przeminął i zwinięty jest ode mnie jak namiot pasterski. Przecięte jest jak od tkacza życie moje; gdy jeszcze wiłem, przeciął mię. Od rana aż do wieczora dokończysz mnie! Miałem nadzieję aż do rana; jak lew, tak połamał wszystkie kości moje. Od rana aż do wieczora dokończysz mnie!</em></p>

<p>Lament Jeremiasza nad zburzonym miastem ojczystym: <em>Jakże samotnie ono siedzi, to miasto pełne ludu! Stała się jakby wdową pani narodów, władczyni krain stała się hołdowną. Płacząc płakała w nocy, usta jej pełne łez; nie ma, kto by ją pocieszał ze wszystkich miłośników jej; wszyscy przyjaciele jej wzgardzili nią i stali się jej wrogami… Płaczą drogi Syjonu, bo nie ma, kto by szedł na święto uroczyste; wszystkie bramy jego zburzone, wzdychają jego kapłani, panny jego znękane, a sam gorzkością uciśniony…</em></p>

<p>Rytm czasu, zanotowany przez Eklezjastę: <em>Wszystkie rzeczy mają swój czas i swym zamierzonym biegiem przemija wszystko pod słońcem. Czas narodzin i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas rozwalania i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas narzekania i czas tańczenia, czas rozrzucania kamieni i czas zbierania, czas uścisków i czas wstrzymania się od uścisków, czas nabywania i czas tracenia, czas chowania i czas odrzucania, czas darcia i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. — Cóż więcej ma człowiek z pracy swej?</em></p>

<p>Przeraźliwy rytm ziemskiego czasu, który buduje i niszczy, który obraca w popiół ciało człowieka i jego miasto ojczyste. Przeciwko temu rytmowi jednak wznosi się wołanie wierności. Zaklęcia Psalmisty: <em>Jeślibym cię zapomniał Jeruzalem, niech zapomniana będzie prawica moja! Niechaj przyschnie język mój do podniebienia mego, jeślibym na cię nie pomniał, jeślibym nie położył Jeruzalem na początku wesela mego!</em> — Nigdzie poza Biblią nie ma tak wielkich, tak żarliwych słów o wierności. Przypomnijmy jeszcze, co mówi Moabitka Rut do Noemi: <em>Nie sprzeciwiaj mi się, abym cię musiała opuścić i odejść, bo gdziekolwiek się obrócisz, pójdę, a gdzie zamieszkasz, i ja razem mieszkać będę. Lud twój, lud mój; a Bóg twój, Bóg mój. Która ziemia ciebie umarłą przyjmie, na tej umrę i tamże miejsce pogrzebu otrzymam.</em> — I co mówi Oblubieniec w <em>Pieśni nad Pieśniami</em>: <em>Przyłóż mnie jako pieczęć do serca twego, jako pieczęć do ramienia twego; bo mocna jest jak śmierć miłość, twarda jak otchłań jest zazdrość; pochodnie jej — pochodnie ognia i płomieni. Wody mnogie nie mogły ugasić miłości i rzeki nie zatopią jej; choćby człowiek dał wszystką majętność domu swego za miłość, wzgardzi nią jak nicością.</em> — W <em>Pieśni nad Pieśniami</em> wierność rozświetla się już wielkim blaskiem nadziei. A ponad to wszystko wznosi się w Księdze modlitwa — modlitwa człowieka czującego na swojej piersi wielkie brzemię świata. Tak woła Psalmista: <em>Jako tęskni jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do ciebie, Boże. Łaknęła dusza moja Boga mocnego, żywego: Kiedyż przyjdę, a okażę się przed obliczem Bożym? Były mi łzy moje chlebem we dnie i w nocy, gdy słyszę co dzień: Gdzież jest Bóg twój? Na tom wspomniał i wylałem na się duszę moją: że przyjdę na miejsce przybytku dziwnego, aż do domu Bożego, z głosem wesela i wyznania, jako śpiew biesiadnika. Czemużeś smutna, duszo moja? i czemu mię trwożysz? Miej nadzieję w Bogu, bo jeszcze będę mu wyznawał: zbawienie oblicza mego i Bóg mój.</em></p>

<p><em class="align-center">***</em></p>

<p>Teksty, które przed chwilą cytowałem, to tylko kilka krótkich fragmentów Starego Testamentu. Nie będę cytował tekstów z Ewangelii. Jeżeli w ogóle można mówić o poezji Biblii, to nie ulega wątpliwości, że w przypowieściach ewangelicznych, w wersetach wypowiadanych przez Chrystusa poezja ta dochodzi do szczytu. Ale nie odważę się na to, aby mówić o nich cokolwiek w tych „literackich” rozważaniach, aby je komentować chociażby przez zestawienie fragmentów. Zresztą również w cytatach ze Starego Testamentu wybierałem raczej jego bardziej „świeckie” aspekty — nie teksty najważniejsze, nie takie, które formułują główne prawdy wiary, chociaż są to przeważnie teksty największej piękności. Krążyłem — jak to zapowiedziałem na wstępie — tylko u podnóża Góry Syjońskiej.</p>

<p>Chciałem jednak właśnie zwrócić uwagę na te aspekty Księgi, które są może mniej znane. Nazwałem je „świeckimi”. Ale czy podział na sprawy „religijne” i „świeckie” ma jakikolwiek sens? Biblia temu przeczy. Są w niej na pewno rzeczy rozmaitej wagi: partie ważniejsze i partie mniej ważne, ale przecież wszystkie one należą do świętej Księgi. Zarówno roztropne rady <em>Przypowieści</em>, perypetie Tobiasza i słowa tęsknoty za miastem ojczystym, jak wielkie problemy metafizyczne <em>Księgi Hioba</em> i wielkie prawdy sformułowane w <em>Listach</em> św. Pawła. Ta szczególna cecha Biblii, zestawiającej rzeczy tak różne, budziła nieraz zdumienie. Po co to wszystko w świętej Księdze? Dlaczego Księga, która została napisana „dla naszego pouczenia”, mówi o tylu rzeczach ubocznych? Tak pytali deiści XVII i XVIII wieku, tak pytają też ci, którzy uważają, że religia jest jakąś dziedziną specjalną, wydzieloną od reszty życia, albo że religia dotyczy wyłącznie problemów „spirytualistycznych”. W Biblii jednak jest jakieś zupełnie odmienne pojęcie religii: religii jako czegoś, w czym się żyje. Księga ukazuje nie tylko największe prawdy, ale daje atmosferę, kontekst życia. Może towarzyszyć człowiekowi nie tylko w jego „metafizycznych momentach”, ale jako lektura codzienna, rzucająca światło na wszystkie codzienne sprawy. Jakieś światło z wysoka.</p>

<p>Dlatego też Biblia wywarła tak wielki wpływ na cywilizację, na sztukę i literaturę. Sama będąc czymś znacznie więcej niż poezją, dała w świecie zachodnim początek zupełnie nowej literaturze, zupełnie nowej poezji. Zanim Księga przeniknęła do kultury europejskiej, ludzie cywilizacji grecko-rzymskiej mieli już wielką literaturę, odziedziczoną po minionych wiekach, która zdołała nawet przyswoić sobie wiele elementów wyobraźni poetyckiej sąsiednich ludów „barbarzyńskich” i była tak bogata i pełna, że na pozór niczego jej nie brakowało. Na to dziedzictwo klasyczne będą się powoływali przez wszystkie następne wieki poeci ery chrześcijańskiej — Dante, Szekspir, Mickiewicz. Ale ich twórczość (nawet wtedy, gdy starają się naśladować pisarzy greckich i łacińskich i gdy bardzo wiele im zawdzięczają) jest tak głęboko odmienna od wszystkiego, co istniało w świecie klasycznym, jak katedry gotyckie odmienne są od pogańskich świątyń. W wiekach, które oddzielają Dantego od Wergiliusza, wtargnęło do Europy coś, co dało literaturze zupełnie odmienny rytm, nie znaną przedtem temperaturę. Niektórzy humaniści Renesansu będą czynili wielkie wysiłki, aby wymazać to biblijne piętno i nawiązać bezpośrednio do literatury klasycznej — ponad wiekami Europy średniowiecznej. Jeszcze gorliwiej będą się o to starali niektórzy artyści neoklasycyzmu. Ale po wszystkich zachwytach Winckelmanna nad spokojnym, pogańskim pięknem, po wszystkich wierszach neoklasycznych i parnasistowskich przyjdzie Rimbaud, a potem twórcy „poezji nowoczesnej” XX wieku, która znowu ma znacznie więcej wspólnego z żarliwym rytmem <em>Eklezjasty</em>, z błyskawicową wizją <em>Pieśni nad Pieśniami</em>, niż ze statyczną poetyką horacjańską.</p>

<p>Ale ta siła, która przed wiekami przemieniła tak głęboko kulturę naszego kontynentu, nie przeniknęła do niej łatwo. Nie tylko nauka Biblii, ale również sama poezja biblijna była dla antycznych Europejczyków „twardą mową”. Sam Hieronim, którego imię splotło się potem z Księgą tak ściśle, przez długi czas przyznawał klasykom łacińskim wyższość nad Biblią. W jednym ze swoich listów opowiada nam, jak (we śnie) Anioł chłostał go rózgą ognistą za to, że wyżej cenił Cycerona niż Proroków. Dopiero później stał się natchnionym tłumaczem Biblii, twórcą <em>Wulgaty</em>. Podobnie Augustyn, kiedy pierwszy raz otworzył Księgę, uznał, że „nie może ona współzawodniczyć z dostojeństwem Cycerona”. Potem jednak, kiedy poddał się Biblii, stworzył sam prozę pełną takiej pasji, jakiej nie było w literaturze antycznej — nie tylko u Cycerona, ale nawet u Tacyta i Seneki. Poddał się silniejszej rzeczywistości — myślę, że tak trzeba to określić. Literatura chrześcijańska, wywodząca się z Biblii — w porównaniu z pogańskim piśmiennictwem antycznym — jest jednocześnie smutniejsza i bardziej żarliwa. Jest w niej więcej rzeczywistości, więcej ciężaru świata. A zarazem jest w niej jakiś nieustanny zryw ku górze, jakaś pasja walki i dążenia.</p>

<p>Można odczuć ten szczególny rytm wędrówki już we wczesnych utworach średniowiecznej poezji łacińskiej, która zresztą zaczęła się od parafrazowania Księgi. Chciałbym na zakończenie zacytować jeden z tych wierszy w przekładzie polskim, anonimowy utwór z XI wieku, który jest cały skąpany w poświacie Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Jest on parafrazą jednego z motywów <em>Pieśni nad Pieśniami</em>, sławnego motywu poszukiwania Oblubieńca przez Oblubienicę, interpretowanego już w oparciu o Ewangelię: Oblubienica jest symbolem duszy ludzkiej, poszukującej Stwórcy w świecie pełnym mroku i pełnym nagłych rozbłysków, jakichś wołań z wysoka. Wiersz nie ma tytułu, można by go nazwać: „Nawiedzenie duszy”.<br>
Kim jest ten, co do drzwi kołacze,
Nocny sen płoszy?
Woła mnie: „Najpiękniejsza z dziewcząt,
Siostro, żono, perło roziskrzona,
Powstań, otwórz, najmilejsza, otwórz!”<br>
„Jam jest synem króla nad królami,
Jam ostatni i pierwszy.
Z nieba zszedłem na tę mroczną ziemię,
Aby dusze spętanych wyzwolić
Śmiercią moją i brzemieniem krzywd”.<br>
Więc co tchu wynurzyłam się z łoża,
Do zasuwy pobiegłam,
Aby dom mój przed miłym rozewrzeć,
Aby dusza mogła się nasycić
Tym, którego tak bardzo pożąda.<br>
Ale on już od drzwi moich odszedł,
Już nie było go tu.
Cóż więc mogłam uczynić, nieszczęsna?
Poszłam za nim, szukać go, bo przecież
On mnie kiedyś stworzył. Poszłam płacząc.<br>
I znaleźli mnie stróżowie miasta;
I złupili mnie, wzięli
Szatę moją — i szatę mi dali,
Zaśpiewali nade mną pieśń nową,
Co mnie wiedzie teraz — w króla dom.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/poezja-biblii</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 16:42:49 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Desiderata</title>
      <link>https://blog.syczek.online/desiderata</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Max Ehrmann/em&#xA;Go placidly amid the noise and haste,&#xA;and remember what peace there may be in silence.&#xA;As far as possible without surrender&#xA;be on good terms with all persons.&#xA;Speak your truth quietly and clearly;&#xA;and listen to others,&#xA;even the dull and the ignorant;&#xA;they too have their story.!--more--&#xA;Avoid loud and aggressive persons,&#xA;they are vexations to the spirit.&#xA;If you compare yourself with others,&#xA;you may become vain and bitter;&#xA;for always there will be greater and lesser persons than yourself.&#xA;Enjoy your achievements as well as your plans.  &#xA;Keep interested in your own career, however humble;&#xA;it is a real possession in the changing fortunes of time.&#xA;Exercise caution in your business affairs;&#xA;for the world is full of trickery.&#xA;But let this not blind you to what virtue there is;&#xA;many persons strive for high ideals;&#xA;and everywhere life is full of heroism.  &#xA;Be yourself.&#xA;Especially, do not feign affection.&#xA;Neither be cynical about love;&#xA;for in the face of all aridity and disenchantment&#xA;it is as perennial as the grass.  &#xA;Take kindly the counsel of the years,&#xA;gracefully surrendering the things of youth.&#xA;Nurture strength of spirit to shield you in sudden misfortune.&#xA;But do not distress yourself with dark imaginings.&#xA;Many fears are born of fatigue and loneliness.&#xA;Beyond a wholesome discipline,&#xA;be gentle with yourself.  &#xA;You are a child of the universe,&#xA;no less than the trees and the stars;&#xA;you have a right to be here.&#xA;And whether or not it is clear to you,&#xA;no doubt the universe is unfolding as it should.  &#xA;Therefore be at peace with God,&#xA;whatever you conceive Him to be,&#xA;and whatever your labors and aspirations,&#xA;in the noisy confusion of life keep peace with your soul.  &#xA;With all its sham, drudgery, and broken dreams,&#xA;it is still a beautiful world.&#xA;Be cheerful.&#xA;Strive to be happy.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Max Ehrmann</em>
Go placidly amid the noise and haste,
and remember what peace there may be in silence.
As far as possible without surrender
be on good terms with all persons.
Speak your truth quietly and clearly;
and listen to others,
even the dull and the ignorant;
they too have their story.
Avoid loud and aggressive persons,
they are vexations to the spirit.
If you compare yourself with others,
you may become vain and bitter;
for always there will be greater and lesser persons than yourself.
Enjoy your achievements as well as your plans.<br>
Keep interested in your own career, however humble;
it is a real possession in the changing fortunes of time.
Exercise caution in your business affairs;
for the world is full of trickery.
But let this not blind you to what virtue there is;
many persons strive for high ideals;
and everywhere life is full of heroism.<br>
Be yourself.
Especially, do not feign affection.
Neither be cynical about love;
for in the face of all aridity and disenchantment
it is as perennial as the grass.<br>
Take kindly the counsel of the years,
gracefully surrendering the things of youth.
Nurture strength of spirit to shield you in sudden misfortune.
But do not distress yourself with dark imaginings.
Many fears are born of fatigue and loneliness.
Beyond a wholesome discipline,
be gentle with yourself.<br>
You are a child of the universe,
no less than the trees and the stars;
you have a right to be here.
And whether or not it is clear to you,
no doubt the universe is unfolding as it should.<br>
Therefore be at peace with God,
whatever you conceive Him to be,
and whatever your labors and aspirations,
in the noisy confusion of life keep peace with your soul.<br>
With all its sham, drudgery, and broken dreams,
it is still a beautiful world.
Be cheerful.
Strive to be happy.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/desiderata</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 15:45:49 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Pan Cogito opowiada o kuszeniu Spinozy</title>
      <link>https://blog.syczek.online/pan-cogito-opowiada-o-kuszeniu-spinozy</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Zbigniew Herbert/em&#xA;Baruch Spinoza z Amsterdamu&#xA;zapragnął dosięgnąć Boga  &#xA;szlifując na strychu&#xA;soczewki&#xA;przebił nagle zasłonę&#xA;i stanął twarzą w twarz  &#xA;mówił długo !--more--&#xA;(a gdy tak mówił&#xA;rozszerzał się umysł jego&#xA;i dusza jego)&#xA;zadawał pytania&#xA;na temat natury człowieka&#xA;— Bóg gładził roztargniony brodę  &#xA;pytał o pierwszą przyczynę&#xA;— Bóg patrzył w nieskończoność  &#xA;pytał o przyczynę ostateczną&#xA;— Bóg łamał palce  &#xA;chrząkał  &#xA;kiedy Spinoza zamilkł&#xA;rzecze Bóg  &#xA;— mówisz ładnie Baruch&#xA;lubię twoją geometryczną łacinę&#xA;a także jasną składnię&#xA;symetrię wywodów  &#xA;pomówmy jednak&#xA;o Rzeczach Naprawdę&#xA;Wielkich  &#xA;— popatrz na twoje ręce&#xA;pokaleczone i drżące  &#xA;— niszczysz oczy&#xA;w ciemnościach  &#xA;— odżywiasz się źle&#xA;odziewasz nędznie  &#xA;— kup nowy dom&#xA;wybacz weneckim lustrom&#xA;że powtarzają powierzchnię  &#xA;— wybacz kwiatom we włosach&#xA;pijackiej piosence  &#xA;— dbaj o dochody&#xA;jak twój kolega Kartezjusz  &#xA;— bądź przebiegły&#xA;jak Erazm  &#xA;— poświęć traktat&#xA;Ludwikowi XIV&#xA;i tak go nie przeczyta  &#xA;— uciszaj&#xA;racjonalną furię&#xA;upadną od niej trony&#xA;i sczernieją gwiazdy  &#xA;— pomyśl&#xA;o kobiecie&#xA;która da ci dziecko  &#xA;— widzisz Baruch&#xA;mówimy o Rzeczach Wielkich  &#xA;— chcę być kochany&#xA;przez nieuczonych i gwałtownych&#xA;są to jedyni&#xA;którzy naprawdę mnie łakną  &#xA;teraz zasłona opada&#xA;Spinoza zostaje sam  &#xA;nie widzi złotego obłoku&#xA;światła na wysokościach  &#xA;widzi ciemność  &#xA;słyszy skrzypienie schodów&#xA;kroki schodzące w dół]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Zbigniew Herbert</em>
Baruch Spinoza z Amsterdamu
zapragnął dosięgnąć Boga<br>
szlifując na strychu
soczewki
przebił nagle zasłonę
i stanął twarzą w twarz<br>
mówił długo 
(a gdy tak mówił
rozszerzał się umysł jego
i dusza jego)
zadawał pytania
na temat natury człowieka
— Bóg gładził roztargniony brodę<br>
pytał o pierwszą przyczynę
— Bóg patrzył w nieskończoność<br>
pytał o przyczynę ostateczną
— Bóg łamał palce<br>
chrząkał<br>
kiedy Spinoza zamilkł
rzecze Bóg<br>
— mówisz ładnie Baruch
lubię twoją geometryczną łacinę
a także jasną składnię
symetrię wywodów<br>
pomówmy jednak
o Rzeczach Naprawdę
Wielkich<br>
— popatrz na twoje ręce
pokaleczone i drżące<br>
— niszczysz oczy
w ciemnościach<br>
— odżywiasz się źle
odziewasz nędznie<br>
— kup nowy dom
wybacz weneckim lustrom
że powtarzają powierzchnię<br>
— wybacz kwiatom we włosach
pijackiej piosence<br>
— dbaj o dochody
jak twój kolega Kartezjusz<br>
— bądź przebiegły
jak Erazm<br>
— poświęć traktat
Ludwikowi XIV
i tak go nie przeczyta<br>
— uciszaj
racjonalną furię
upadną od niej trony
i sczernieją gwiazdy<br>
— pomyśl
o kobiecie
która da ci dziecko<br>
— widzisz Baruch
mówimy o Rzeczach Wielkich<br>
— chcę być kochany
przez nieuczonych i gwałtownych
są to jedyni
którzy naprawdę mnie łakną<br>
teraz zasłona opada
Spinoza zostaje sam<br>
nie widzi złotego obłoku
światła na wysokościach<br>
widzi ciemność<br>
słyszy skrzypienie schodów
kroki schodzące w dół</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/pan-cogito-opowiada-o-kuszeniu-spinozy</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 15:42:59 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Podróż trzech Króli (1927)</title>
      <link>https://blog.syczek.online/podroz-trzech-kroli-1927</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Thomas Stearns Eliot/em&#xA;emMroźna to była wyprawa;&#xA;Najgorsza pora roku&#xA;Na podróż, zwłaszcza tak długą:&#xA;Drogi tonące w śniegu i lodowaty wiatr,&#xA;Najokrutniejsza zima./em!--more--&#xA;Rozdrażnione wielbłądy, pokaleczone, zbolałe,&#xA;Kładły się w mokrym śniegu.&#xA;I było nam czasem żal&#xA;Letnich pałaców na wzgórzu, osłonecznionych tarasów,&#xA;I jedwabistych dziewcząt roznoszących napoje.&#xA;Poganiacze wielbłądów klęli i złorzeczyli,&#xA;Żądali napitku, kobiet, przepadali bez wieści,&#xA;Nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić;&#xA;A miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni,&#xA;Wioski brudne i chytre, za wszystko żądano złota.&#xA;Ciężka to była próba.&#xA;Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy,&#xA;Śpiąc byle gdzie i płytko,&#xA;I słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko:&#xA;To jest czyste szaleństwo.  &#xA;Aż któregoś poranka, śniegi mając za sobą, zjechaliśmy w dolinę,&#xA;Łagodną, żyzną, wionącą zapachem wielu roślin,&#xA;Gdzie nad strumieniem stał młyn i młócił kołem ciemność,&#xA;A dalej, pod niskim niebem, wznosiły się trzy drzewa,&#xA;I stary, siwy koń biegł łąką, galopem, w dal.&#xA;Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;&#xA;W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,&#xA;Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.&#xA;Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej&#xA;I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,&#xA;Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe.  &#xA;Pamiętam, było to dawno;&#xA;Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać&#xA;Trzeba zapytać&#xA;O to: czy cała ta droga nas wiodła&#xA;Do Narodzin czy Śmierci?&#xA;Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,&#xA;Mieliśmy na to dowody.&#xA;Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,&#xA;I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny&#xA;Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.&#xA;Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,&#xA;Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,&#xA;Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.&#xA;Rad byłbym innej śmierci.&#xA;em class=&#34;align-right&#34;Przełożył Antoni Libera/em&#xA;brhrbr&#xA;Pierwszych pięć wersetów zanotowanych kursywą pochodzi z homilii Lancelota Andrewsa, angielskiego biskupa z Winchester z przełomu XVI i XVII wieku, wygłoszonej w 1622 roku, na cztery lata przed jego śmiercią.&#xA;&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Thomas Stearns Eliot</em>
<em>Mroźna to była wyprawa;
Najgorsza pora roku
Na podróż, zwłaszcza tak długą:
Drogi tonące w śniegu i lodowaty wiatr,
Najokrutniejsza zima.</em>
Rozdrażnione wielbłądy, pokaleczone, zbolałe,
Kładły się w mokrym śniegu.
I było nam czasem żal
Letnich pałaców na wzgórzu, osłonecznionych tarasów,
I jedwabistych dziewcząt roznoszących napoje.
Poganiacze wielbłądów klęli i złorzeczyli,
Żądali napitku, kobiet, przepadali bez wieści,
Nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić;
A miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni,
Wioski brudne i chytre, za wszystko żądano złota.
Ciężka to była próba.
Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy,
Śpiąc byle gdzie i płytko,
I słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko:
To jest czyste szaleństwo.<br>
Aż któregoś poranka, śniegi mając za sobą, zjechaliśmy w dolinę,
Łagodną, żyzną, wionącą zapachem wielu roślin,
Gdzie nad strumieniem stał młyn i młócił kołem ciemność,
A dalej, pod niskim niebem, wznosiły się trzy drzewa,
I stary, siwy koń biegł łąką, galopem, w dal.
Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;
W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,
Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.
Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej
I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,
Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe.<br>
Pamiętam, było to dawno;
Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać
Trzeba zapytać
O to: czy cała ta droga nas wiodła
Do Narodzin czy Śmierci?
Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,
Mieliśmy na to dowody.
Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,
I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny
Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.
Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,
Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,
Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.
Rad byłbym innej śmierci.
<em class="align-right">Przełożył Antoni Libera</em>
<br><hr><br>
Pierwszych pięć wersetów zanotowanych kursywą pochodzi z homilii Lancelota Andrewsa, angielskiego biskupa z Winchester z przełomu XVI i XVII wieku, wygłoszonej w 1622 roku, na cztery lata przed jego śmiercią.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/podroz-trzech-kroli-1927</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 13:11:31 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Fizyka smutku [fragmencik]</title>
      <link>https://blog.syczek.online/fizyka-smutku-fragmencik</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Georgi Gospodinow/em&#xA;Oto oni, wychylają się znad ogrodzenia czasu, mój ojciec, moja ciotka, druga ciotka, oto mój brat, oto i ja, oto moja córka — stoi na palcach. Czy ta kobieta podejrzewa, ile spraw się właśnie rozstrzyga? Od tej chwili i od milczenia tej młodej kobiety zależy ich — nasze — pojawianie się przez lata.!--more--&#xA;brhrbr&#xA;em Fragment opowiada o próbie porzucenia ojca narratora. Gdy jeszcze był małym chłopcem, matka zostawiła go w młynie, licząc, że ktoś się nim zajmie i go utrzyma, bowiem sama nie miała sił i środków. Gdy po niego wraca, narrator wyobraża sobie, jak jej oraz jego dzieci i wnukowie przyglądają się tej scenie. A może rzeczywiście patrzą?/em]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Georgi Gospodinow</em>
Oto oni, wychylają się znad ogrodzenia czasu, mój ojciec, moja ciotka, druga ciotka, oto mój brat, oto i ja, oto moja córka — stoi na palcach. Czy ta kobieta podejrzewa, ile spraw się właśnie rozstrzyga? Od tej chwili i od milczenia tej młodej kobiety zależy ich — nasze — pojawianie się przez lata.
<br><hr><br>
<em> Fragment opowiada o próbie porzucenia ojca narratora. Gdy jeszcze był małym chłopcem, matka zostawiła go w młynie, licząc, że ktoś się nim zajmie i go utrzyma, bowiem sama nie miała sił i środków. Gdy po niego wraca, narrator wyobraża sobie, jak jej oraz jego dzieci i wnukowie przyglądają się tej scenie. A może rzeczywiście patrzą?</em></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/fizyka-smutku-fragmencik</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 12:01:55 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Przewodnik</title>
      <link>https://blog.syczek.online/przewodnik</link>
      <description>&lt;![CDATA[Ten przewodnik jest dla tej instalacji. Składnia pochodzi z dokumentacji WriteFreely, a skład strony z tutejszego arkusza: justowanie, wcięcie akapitu, wiszące spójniki, łamanie wiersza i wcięcia wiersza.  &#xA;brbr&#xA;Tytuł&#xA;&#xA;W edytorze pierwsza linia wpisu to tytuł. Zaczyna się od krzyżyka i spacji:&#xA;brbr&#xA;&#xA;Tytuł wpisu&#xA;&#xA;Treść od następnego akapitu.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Po publikacji tytuł stoi nad tekstem: wyśrodkowany, kapitalikami. Nie powtarzaj go w treści. Linia bez krzyżyka na początku jest zwykłym akapitem.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Akapity&#xA;&#xA;Pusta linia w źródle zaczyna nowy akapit. Akapity są wyjustowane i stykają się: nie ma między nimi pustego pasa. Pierwszy akapit wpisu oraz pierwszy akapit po śródtytule nie mają wcięcia. Każdy następny ma wcięcie pierwszego wiersza.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Wiszące spójniki&#xA;&#xA;Jednoliterowe a, i, o, u, w, z — także wielkie — nie zostają same na końcu wiersza. Strona sama wstawia tam twardą spację, także w podglądzie. Nie dopisuj jej w źródle. W blokach kodu spójniki zostają zwykłe.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Łamanie wiersza&#xA;&#xA;Dwie spacje na końcu linii dają złamanie w tym samym akapicie. To samo robi znacznik br. Kolejna linia nie dostaje wcięcia, bo akapit się nie skończył.&#xA;&#xA;Podwójne br (br zaraz po br) zostawia pusty wiersz wewnątrz akapitu. To nadal nie jest nowy akapit i nie tworzy wcięcia.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Jedno zdanie.  &#xA;Druga linia tego samego akapitu.&#xA;&#xA;Ten sam efekt znacznikiem:br&#xA;druga linia bez wcięcia.&#xA;&#xA;Pusty wiersz w środku:brbr&#xA;dalej ten sam akapit, bez wcięcia.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Wcięcie wiersza&#xA;&#xA;Wers wstawiasz spanem z padding-left. 4em to jeden stopień, 8em głębszy. Każdy wers w osobnej linii źródła, bez pustej linii pomiędzy.&#xA;brbr&#xA;&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Pierwszy wers,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;drugi wers./span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;Wers głębiej./span&#xA;brbr&#xA;&#xA;Własne znaczniki, na przykład indent, są usuwane. Zostaje sam tekst. &amp;emsp; to jedna spacja firetowa: około czterech spacji kroju, nie czterech spacji z edytora. Drugi stopień to drugi &amp;emsp; albo span.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Proza i wiersz w jednym fragmencie&#xA;&#xA;Zdanie wprowadzające kończy się dwukropkiem. Zaraz potem, bez pustej linii, idą wersy. Pusta linia dopiero po ostatnim wersie: następna proza jest wtedy nowym akapitem i ma wcięcie. Pusta linia w środku wiersza rozcina go na osobne akapity.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Zdanie wprowadzające:&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Pierwszy wers,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;wers głębiej./span&#xA;&#xA;Następny akapit prozy, już ze wcięciem.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Autor i wyrównanie&#xA;&#xA;Klasę dawaj na em, a tę linię oddziel pustymi liniami. Nie owijaj wiersza w akapit z klasą: klasa objęłaby całość.&#xA;&#xA;align-center — środek&#xA;align-right — do prawej&#xA;align-left — do lewej&#xA;brbr&#xA;&#xA;em class=&#34;align-center&#34;Imię i nazwisko/em&#xA;&#xA;Tekst.&#xA;&#xA;em class=&#34;align-right&#34;przekład/em&#xA;brbr&#xA;&#xA;Śródtytuły, listy, cytat, odnośnik, kod&#xA;&#xA;Potrójny krzyżyk daje śródtytuł z lewej. Podwójny daje śródtytuł wyśrodkowany, kapitalikami.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Śródtytuł z lewej&#xA;brbr&#xA;&#xA;Kursywa to jedna gwiazdka albo jeden podkreślnik wokół słowa, pogrubienie to dwie. Lista nienumerowana zaczyna się od dywizu, numerowana od 1.. Cytat zaczyna się od   . Odnośnik to tekst w nawiasach kwadratowych i adres w okrągłych. Obraz to to samo z wykrzyknikiem na początku. Kod w wierszu otaczasz odwrotnym apostrofem. Dłuższy kod idzie w bloku z trzech odwrotnych apostrofów. Trzy dywizy w osobnej linii dają poziomą kreskę.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Z HTML-a zostają:  &#xA;h1–h4, &#xA;p, &#xA;ul, &#xA;ol, &#xA;blockquote, &#xA;strong, &#xA;em, &#xA;u, &#xA;span ze stylem, &#xA;a, &#xA;img, &#xA;audio, &#xA;video, &#xA;iframe.&#xA;brbr&#xA;&#xA;Zajawka na stronie głównej&#xA;&#xA;Na końcu fragmentu, który ma być zajawką, zostaw dwie spacje i dopisz komentarz HTML ze słowem more: otwarcie komentarza sklejone ze słowem, bez spacji w środku. &#xA;!--Tutaj idzie more--&#xA;Po nim pusta linia i reszta wpisu. Strona główna pokazuje tylko tekst przed tym komentarzem.&#xA;]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p>Ten przewodnik jest dla tej instalacji. Składnia pochodzi z dokumentacji WriteFreely, a skład strony z tutejszego arkusza: justowanie, wcięcie akapitu, wiszące spójniki, łamanie wiersza i wcięcia wiersza.<br>
<br><br></p>

<h3 id="tytuł">Tytuł</h3>

<p>W edytorze pierwsza linia wpisu to tytuł. Zaczyna się od krzyżyka i spacji:
<br><br></p>

<pre><code># Tytuł wpisu

Treść od następnego akapitu.
</code></pre>

<p><br><br></p>

<p>Po publikacji tytuł stoi nad tekstem: wyśrodkowany, kapitalikami. Nie powtarzaj go w treści. Linia bez krzyżyka na początku jest zwykłym akapitem.
<br><br></p>

<h3 id="akapity">Akapity</h3>

<p>Pusta linia w źródle zaczyna nowy akapit. Akapity są wyjustowane i stykają się: nie ma między nimi pustego pasa. Pierwszy akapit wpisu oraz pierwszy akapit po śródtytule nie mają wcięcia. Każdy następny ma wcięcie pierwszego wiersza.
<br><br></p>

<h3 id="wiszące-spójniki">Wiszące spójniki</h3>

<p>Jednoliterowe a, i, o, u, w, z — także wielkie — nie zostają same na końcu wiersza. Strona sama wstawia tam twardą spację, także w podglądzie. Nie dopisuj jej w źródle. W blokach kodu spójniki zostają zwykłe.
<br><br></p>

<h3 id="łamanie-wiersza">Łamanie wiersza</h3>

<p>Dwie spacje na końcu linii dają złamanie w tym samym akapicie. To samo robi znacznik <code>br</code>. Kolejna linia nie dostaje wcięcia, bo akapit się nie skończył.</p>

<p>Podwójne <code>br</code> (<code>br</code> zaraz po <code>br</code>) zostawia pusty wiersz wewnątrz akapitu. To nadal nie jest nowy akapit i nie tworzy wcięcia.
<br><br></p>

<pre><code>Jedno zdanie.  
Druga linia tego samego akapitu.

Ten sam efekt znacznikiem:&lt;br&gt;
druga linia bez wcięcia.

Pusty wiersz w środku:&lt;br&gt;&lt;br&gt;
dalej ten sam akapit, bez wcięcia.
</code></pre>

<p><br><br></p>

<h3 id="wcięcie-wiersza">Wcięcie wiersza</h3>

<p>Wers wstawiasz spanem z <code>padding-left</code>. <code>4em</code> to jeden stopień, <code>8em</code> głębszy. Każdy wers w osobnej linii źródła, bez pustej linii pomiędzy.
<br><br></p>

<pre><code>&lt;span style=&#34;padding-left:4em&#34;&gt;Pierwszy wers,&lt;/span&gt;
&lt;span style=&#34;padding-left:4em&#34;&gt;drugi wers.&lt;/span&gt;
&lt;span style=&#34;padding-left:8em&#34;&gt;Wers głębiej.&lt;/span&gt;
</code></pre>

<p><br><br></p>

<p>Własne znaczniki, na przykład <code>indent</code>, są usuwane. Zostaje sam tekst. <code>&amp;emsp;</code> to jedna spacja firetowa: około czterech spacji kroju, nie czterech spacji z edytora. Drugi stopień to drugi <code>&amp;emsp;</code> albo span.
<br><br></p>

<h3 id="proza-i-wiersz-w-jednym-fragmencie">Proza i wiersz w jednym fragmencie</h3>

<p>Zdanie wprowadzające kończy się dwukropkiem. Zaraz potem, bez pustej linii, idą wersy. Pusta linia dopiero po ostatnim wersie: następna proza jest wtedy nowym akapitem i ma wcięcie. Pusta linia w środku wiersza rozcina go na osobne akapity.
<br><br></p>

<pre><code>Zdanie wprowadzające:
&lt;span style=&#34;padding-left:4em&#34;&gt;Pierwszy wers,&lt;/span&gt;
&lt;span style=&#34;padding-left:8em&#34;&gt;wers głębiej.&lt;/span&gt;

Następny akapit prozy, już ze wcięciem.
</code></pre>

<p><br><br></p>

<h3 id="autor-i-wyrównanie">Autor i wyrównanie</h3>

<p>Klasę dawaj na <code>em</code>, a tę linię oddziel pustymi liniami. Nie owijaj wiersza w akapit z klasą: klasa objęłaby całość.</p>
<ul><li><code>align-center</code> — środek</li>
<li><code>align-right</code> — do prawej</li>
<li><code>align-left</code> — do lewej
<br><br></li></ul>

<pre><code>&lt;em class=&#34;align-center&#34;&gt;Imię i nazwisko&lt;/em&gt;

Tekst.

&lt;em class=&#34;align-right&#34;&gt;przekład&lt;/em&gt;
</code></pre>

<p><br><br></p>

<h3 id="śródtytuły-listy-cytat-odnośnik-kod">Śródtytuły, listy, cytat, odnośnik, kod</h3>

<p>Potrójny krzyżyk daje śródtytuł z lewej. Podwójny daje śródtytuł wyśrodkowany, kapitalikami.
<br><br></p>

<pre><code>### Śródtytuł z lewej
</code></pre>

<p><br><br></p>

<p>Kursywa to jedna gwiazdka albo jeden podkreślnik wokół słowa, pogrubienie to dwie. Lista nienumerowana zaczyna się od dywizu, numerowana od <code>1.</code>. Cytat zaczyna się od <code>&gt;</code>. Odnośnik to tekst w nawiasach kwadratowych i adres w okrągłych. Obraz to to samo z wykrzyknikiem na początku. Kod w wierszu otaczasz odwrotnym apostrofem. Dłuższy kod idzie w bloku z trzech odwrotnych apostrofów. Trzy dywizy w osobnej linii dają poziomą kreskę.
<br><br></p>

<h3 id="z-html-a-zostają">Z HTML-a zostają:</h3>

<p><code>h1</code>–<code>h4</code>,
<code>p</code>,
<code>ul</code>,
<code>ol</code>,
<code>blockquote</code>,
<code>strong</code>,
<code>em</code>,
<code>u</code>,
<code>span</code> ze stylem,
<code>a</code>,
<code>img</code>,
<code>audio</code>,
<code>video</code>,
<code>iframe</code>.
<br><br></p>

<h3 id="zajawka-na-stronie-głównej">Zajawka na stronie głównej</h3>

<p>Na końcu fragmentu, który ma być zajawką, zostaw dwie spacje i dopisz komentarz HTML ze słowem more: otwarcie komentarza sklejone ze słowem, bez spacji w środku.</p>

<pre><code>&lt;!--Tutaj idzie more--&gt;
</code></pre>

<p>Po nim pusta linia i reszta wpisu. Strona główna pokazuje tylko tekst przed tym komentarzem.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/przewodnik</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 11:44:06 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Opowieść życia [fragment]</title>
      <link>https://blog.syczek.online/opowiesc-zycia-fragment</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Antoni Libera/em&#xA;Oto nowa ikona ludzkiego losu w świecie. Życie jako światełko, lecz już nie jako promyk, który rozprasza ciemność (jak jest to w emHymnie o Słowie/em), a tylko jako źródło osobliwej poświaty, która tworzy wokoło iluzoryczną przestrzeń; która pozornie i mylnie rozświetla jakąś próżnię, łudząc widmem wymiarów.  !--more--&#xA;&#xA;Przypomniał mi się nagle Hymn kardynała Newmana emProwadź mnie, Drogie Światło/em. Ten zagadkowy duchowny — z początku anglikański teolog i duszpasterz, a potem wybitny kapłan Kościoła Katolickiego — napisał ów krótki wiersz… na statku, który płynął z Palermo do Marsylii i wskutek ciszy morskiej utknął na prawie tydzień w niebezpiecznej Cieśninie Świętego Bonifacego pomiędzy przylądkami Sardynii i Korsyki.&#xA;&#xA;Trzydziestodwuletni Newman, dopiero co uleczony z bardzo ciężkiej choroby (prawdopodobnie z tyfusu), żył wtedy w przeświadczeniu, że Bóg, uzdrowiwszy go, oczekuje od niego spełnienia pewnej misji w Kościele Anglikańskim, a więc że nie pozwoli zginąć mu marnie na morzu i wybawi z opresji. Inspirację do wiersza zaczerpnął z Księgi Wyjścia — z rozdziału „Przejście przez morze” — dokładnie zaś z wersetu, że „Pan, by wskazywać drogę, szedł cały czas przed nimi, w dzień jako słup obłoku, a w nocy jako słup ognia”. I tak wykorzystał ten obraz:&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Prowadź mnie, Światło, przez mrok bez granic,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Prowadź mnie dalej!/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Próbuję wrócić do domu — na nic,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Proszę więc dalej!/span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;Nie muszę widzieć daleko wprzód./span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;Starczy mi skrawek ziemi u stóp./span&#xA;&#xA;Błogosławiony Newman! Jak niezachwianie wierzył! Jak ufał, że oświetlony chociażby skrawek ziemi prowadzi w dobrą stronę! Jak ufał w ślad za Biblią, że widoczny „słup ognia” wskazuje właściwy trop, a nie wątpliwą drogę! Ba, że jest w ogóle faktem, a nie fantasmagorią! Gdyby nie wierzył w to wszystko, nie kończyłby swego hymnu takimi oto słowami:&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Skoro tak długo czuwasz nade mną,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Wierzę, że będziesz/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Dalej prowadzić mnie przez tę ciemność/span&#xA;span style=&#34;padding-left:4em&#34;Zawsze i wszędzie./span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;Aż ujrzę owe anielskie twarze,/span&#xA;span style=&#34;padding-left:8em&#34;Do których tęsknię, o których marzę./span&#xA;&#xA;Od tamtej chwili minęło sto czterdzieści pięć lat. „Skrawek ziemi u stóp” może i widać dalej, tyle że widok ten nie jest już wiarygodny. Bo nie tworzy go dzisiaj „obiektywny” słup ognia, lecz „subiektywny” snop światła emitowany przez umysł — przez ów „cud cudów”: świadomość. A droga wyznaczana przez tego rodzaju „reflektor” prowadzi w nieznane — donikąd.]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Antoni Libera</em>
Oto nowa ikona ludzkiego losu w świecie. Życie jako światełko, lecz już nie jako promyk, który rozprasza ciemność (jak jest to w <em>Hymnie o Słowie</em>), a tylko jako źródło osobliwej poświaty, która tworzy wokoło iluzoryczną przestrzeń; która pozornie i mylnie rozświetla jakąś próżnię, łudząc widmem wymiarów.  </p>

<p>Przypomniał mi się nagle Hymn kardynała Newmana <em>Prowadź mnie, Drogie Światło</em>. Ten zagadkowy duchowny — z początku anglikański teolog i duszpasterz, a potem wybitny kapłan Kościoła Katolickiego — napisał ów krótki wiersz… na statku, który płynął z Palermo do Marsylii i wskutek ciszy morskiej utknął na prawie tydzień w niebezpiecznej Cieśninie Świętego Bonifacego pomiędzy przylądkami Sardynii i Korsyki.</p>

<p>Trzydziestodwuletni Newman, dopiero co uleczony z bardzo ciężkiej choroby (prawdopodobnie z tyfusu), żył wtedy w przeświadczeniu, że Bóg, uzdrowiwszy go, oczekuje od niego spełnienia pewnej misji w Kościele Anglikańskim, a więc że nie pozwoli zginąć mu marnie na morzu i wybawi z opresji. Inspirację do wiersza zaczerpnął z Księgi Wyjścia — z rozdziału „Przejście przez morze” — dokładnie zaś z wersetu, że „Pan, by wskazywać drogę, szedł cały czas przed nimi, w dzień jako słup obłoku, a w nocy jako słup ognia”. I tak wykorzystał ten obraz:
<span style="padding-left:4em">Prowadź mnie, Światło, przez mrok bez granic,</span>
<span style="padding-left:4em">Prowadź mnie dalej!</span>
<span style="padding-left:4em">Próbuję wrócić do domu — na nic,</span>
<span style="padding-left:4em">Proszę więc dalej!</span>
<span style="padding-left:8em">Nie muszę widzieć daleko wprzód.</span>
<span style="padding-left:8em">Starczy mi skrawek ziemi u stóp.</span></p>

<p>Błogosławiony Newman! Jak niezachwianie wierzył! Jak ufał, że oświetlony chociażby skrawek ziemi prowadzi w dobrą stronę! Jak ufał w ślad za Biblią, że widoczny „słup ognia” wskazuje właściwy trop, a nie wątpliwą drogę! Ba, że jest w ogóle faktem, a nie fantasmagorią! Gdyby nie wierzył w to wszystko, nie kończyłby swego hymnu takimi oto słowami:
<span style="padding-left:4em">Skoro tak długo czuwasz nade mną,</span>
<span style="padding-left:4em">Wierzę, że będziesz</span>
<span style="padding-left:4em">Dalej prowadzić mnie przez tę ciemność</span>
<span style="padding-left:4em">Zawsze i wszędzie.</span>
<span style="padding-left:8em">Aż ujrzę owe anielskie twarze,</span>
<span style="padding-left:8em">Do których tęsknię, o których marzę.</span></p>

<p>Od tamtej chwili minęło sto czterdzieści pięć lat. „Skrawek ziemi u stóp” może i widać dalej, tyle że widok ten nie jest już wiarygodny. Bo nie tworzy go dzisiaj „obiektywny” słup ognia, lecz „subiektywny” snop światła emitowany przez umysł — przez ów „cud cudów”: świadomość. A droga wyznaczana przez tego rodzaju „reflektor” prowadzi w nieznane — donikąd.</p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/opowiesc-zycia-fragment</guid>
      <pubDate>Sun, 18 Oct 2026 10:48:01 +0000</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Itaka</title>
      <link>https://blog.syczek.online/itaka</link>
      <description>&lt;![CDATA[em class=&#34;align-center&#34;Konstandinos Kawafis/em&#xA;Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż,&#xA;niech będzie to podróż długa,&#xA;pełna przygód i nauk.&#xA;Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona&#xA;nie musisz się obawiać.!--more--&#xA;Jeżeli będziesz myślą szybował wysoko,&#xA;a umysł twój i ciało będą ciągle zdolne&#xA;do wzruszeń nieprzeciętnych,&#xA;nikt z nich ci nie zagrozi.&#xA;Jeśli nie masz ich w sobie i sam ich nie wskrzesisz,&#xA;Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona&#xA;nie spotkasz na swej drodze.  &#xA;Niech będzie to podróż długa.&#xA;Obyś o letnim brzasku&#xA;urzeczony, szczęśliwy -&#xA;wiele razy zawijał do nieznanych portów;&#xA;i bywał u Fenicjan w ich hadlowych stacjach,&#xA;i kupował tam od nich drogocenne rzeczy:&#xA;perły, koral i bursztyn, i drewno z hebanu,&#xA;i wszelkiego rodzaju pachnące olejki,&#xA;podniecające pachnidła, ile tylko zechcesz;&#xA;i odwiedził niejedno z wielu miast egipskich&#xA;i uczył się tam od tych, co posiedli wiedzę.  &#xA;Bylebyś nie zapomniał nigdy o Itace,&#xA;o twoim przeznaczeniu - masz do niej dopłynąć.&#xA;Lecz nie śpiesz się w podróży.&#xA;Niech trwa długo - latami.&#xA;Lepiej byś był już stary, gdy dotrzesz do wyspy,&#xA;i na tyle zasobny w dobra tego świata,&#xA;by już nie oczekiwać od Itaki bogactw.  &#xA;Itaka dała ci upajającą podróż.&#xA;Nie wyruszyłbyś w drogę, gdyby jej nie było.&#xA;Cóż więcej miałaby dać?  &#xA;I gdyby była biedna, nie oszukała cię.&#xA;Zdobyłeś przez nią mądrość i ogrom doświadczeń,&#xA;a wraz z nimi świadomość, co znaczy - Itaka.  &#xA;em class=&#34;align-right&#34;przekład Antonii Libera/em]]&gt;</description>
      <content:encoded><![CDATA[<p><em class="align-center">Konstandinos Kawafis</em>
Jeżeli do Itaki wybierasz się w podróż,
niech będzie to podróż długa,
pełna przygód i nauk.
Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie musisz się obawiać.
Jeżeli będziesz myślą szybował wysoko,
a umysł twój i ciało będą ciągle zdolne
do wzruszeń nieprzeciętnych,
nikt z nich ci nie zagrozi.
Jeśli nie masz ich w sobie i sam ich nie wskrzesisz,
Lestrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie spotkasz na swej drodze.<br>
Niech będzie to podróż długa.
Obyś o letnim brzasku
– urzeczony, szczęśliwy -
wiele razy zawijał do nieznanych portów;
i bywał u Fenicjan w ich hadlowych stacjach,
i kupował tam od nich drogocenne rzeczy:
perły, koral i bursztyn, i drewno z hebanu,
i wszelkiego rodzaju pachnące olejki,
podniecające pachnidła, ile tylko zechcesz;
i odwiedził niejedno z wielu miast egipskich
i uczył się tam od tych, co posiedli wiedzę.<br>
Bylebyś nie zapomniał nigdy o Itace,
o twoim przeznaczeniu – masz do niej dopłynąć.
Lecz nie śpiesz się w podróży.
Niech trwa długo – latami.
Lepiej byś był już stary, gdy dotrzesz do wyspy,
i na tyle zasobny w dobra tego świata,
by już nie oczekiwać od Itaki bogactw.<br>
Itaka dała ci upajającą podróż.
Nie wyruszyłbyś w drogę, gdyby jej nie było.
Cóż więcej miałaby dać?<br>
I gdyby była biedna, nie oszukała cię.
Zdobyłeś przez nią mądrość i ogrom doświadczeń,
a wraz z nimi świadomość, co znaczy – Itaka.<br>
<em class="align-right">przekład Antonii Libera</em></p>
]]></content:encoded>
      <guid>https://blog.syczek.online/itaka</guid>
      <pubDate>Sun, 04 Oct 2026 19:25:19 +0000</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>